
Och, on już, jest! Lilja zwilżyła wargi i usiłowała odzyskać kontrolę nad oddechem.
Nie, nie, pomyślała. Dlaczego przyszedłeś? Dlaczego znów podsycasz moje uczucia? Gdyby nie to, być może łatwiej przyszłoby mi o tobie zapomnieć.
Wiedziała jednak, że to zwyczajne kłamstwo. Jak mogłaby w ogóle zapomnieć kogoś takiego jak Goram?
Nie był wprawdzie najprzystojniejszym ze wszystkich lemuryjskich Strażników, na to jego twarz była zbyt charakterystyczna, ja, jednak pociągała z hipnotyczną wprost mocą, a to dlatego, że go kochała. Kochała tego ascetycznego, szlachetnego, idiotycznie cnotliwego Lemuryjczyka z Elity Strażników.
Goram nadszedł z poważną miną. Z tak poważną, że miał dla niej tylko jeden przelotny uśmiech.
Lilja w odpowiedzi uśmiechnęła się drżąco.
Obrzucił ją jeszcze spojrzeniem mówiącym „Ładnie dziś wyglądasz”, i zaraz potem, nie owijając niczego w bawełnę, oznajmił:
– Liljo, postanowiłem ci o tym powiedzieć osobiście, nie chciałem, żebyś sama próbowała się czegoś domyślać. Złożyłem podanie o przeniesienie i otrzymałem zgodę.
– O przeniesienie? – spytała, czując, jak serce zamiera jej, zdjęte chłodem.
– Tak. Daleko.
Chciała spytać, jak daleko, lecz głos już dłużej jej nie słuchał. Czuła, że jej twarz zesztywniała w maskę, której starała się nadać normalny z pozoru wygląd, lecz to się nie udawało.
– Już się więcej nie zobaczymy – dodał Goram cicho. – To jest więc nasze pożegnanie.
– Ale… dlaczego? – zdołała wreszcie wydusić, a w jej głosie zabrzmiała taka rozpacz, że Goramowi aż serce ścisnęło się w piersi.
– Znasz przecież odpowiedź, Liljo. Lepiej zrobić to teraz, zanim obojgu nam będzie zbyt trudno się z tym pogodzić.
Nic nie mogła poradzić na to, że do oczu napłynęły jej łzy.
– Rozumiem – powiedziała cicho. – Staję się dla ciebie ciężarem. Ale ja nie jestem z natury natrętna.
