– Wiem o tym.

– A więc nie powinno być konieczne…

– Owszem – odparł cicho, zdecydowanie. – To jest konieczne.

Trudno było wytłumaczyć sobie tę odpowiedź, Lilja nie chciała zbyt dogłębnie jej analizować.

Na moment przycisnęła dłonie do oczu. Potem oświadczyła zdecydowanym tonem:

– Akceptuję twoją decyzję. Ale ty…

– Tak? – spytał, gdy dalej milczała.

Lilja z trudem dobywała słów.

– Odbierasz mi najpiękniejsze, co mam.

– Co to takiego?

– Nasza przyjaźń.

Przez chwilę na rynku zrobiło się tak cicho, jakby nie było tam nikogo poza nimi dwojgiem. Potem zegar ratuszowy wybił pięć głośnych uderzeń, a Lilja miała wrażenie, że drgają jej wszystkie nerwy.

– Nasza przyjaźń będzie trwała na wieki – oświadczył w końcu Goram.

Dziewczyna mogła mu jedynie kiwnąć głową, wiedziała, że głos jej nie posłucha. Zastanawiała się jednak, jak to możliwe, by przyjaźń, hodowana bez żadnej pożywki, mogła przetrwać.

Ku własnemu zawstydzeniu czuła, jak łzy toczą jej się po policzkach,

Odwróciła głowę i powiedziała niewyraźnie:

– Życzę ci wszystkiego dobrego, Goramie. Zegnaj, mój najlepszy przyjacielu.

Wydawało jej się, że kątem oka dostrzega, jak on wyciąga do niej ręce, zaraz jednak je cofnął. Oddałaby wszystko, byle tylko mogła rzucić mu się w ramiona i przytulić do niego, wiedziała jednak, czego się od niej wymaga. Goram przecież nawet nie próbował wziąć jej za rękę na pożegnanie.

Przyjęła to za dobry znak.

Pobiegła przed siebie, oślepiona łzami.


Marco siedział przy wielkim, czarnym, lśniąco gładkim biurku i czuł się dosyć nieswojo. Z pozycją najwyższego dygnitarza w Sadze łączyło się mnóstwo nudnej papierkowej roboty i to zupełnie mu nie odpowiadało.

Ubolewał w duchu nad tym, że kiedy ktoś okazuje się nadzwyczaj dobry w tym, co robi, szybko zostaje odsunięty od tego zajęcia.



23 из 154