
– Wejdźcie, Kato i Gwiazdeczko, wiem, że tam jesteście.
Nieco rozczarowane takim udaremnieniem próby sprawienia mu niespodzianki obie małe panienki wyjrzały zza drzwi. Im bardziej jednak zbliżały się do Marca, tym szybciej szły, a na koniec Gwiazdeczka nie wytrzymała i ruszyła biegiem, rzucając mu się w ramiona.
– Osiuń się, Wiazecko, ja tez cę na lence! – prosiła Kata.
– Ja się nie nazywam Wiazecka, ja się nazywam Giazecka – powiedziała Gwiazdeczka z ponurą miną, ale przesunęła się, robiąc miejsce przyjaciółce.
Marco zacisnął zęby, gdy ciężka jak ołów Kata wbiła mu kolano czy też raczej ostrą goleń w udo.
Z ograniczoną możliwością ruchu siedział, każdym ramieniem obejmując jedną dziewczynkę. Kata urosła już tak bardzo, że spod kędzierzawej, charakterystycznej dla wszystkich Madragów grzywki mogła już patrzeć mu prosto w oczy. Ciężaru Gwiazdeczki, malutkiej panienki przypominającej elfa, prawie nie czuł. Córka Siski była niczym płatek maku, miała tak delikatną skórę i prawie nic nie ważyła. Z podziwem patrzyła na swego ulubieńca.
Marco z trudem zachowywał powagę w obliczu takiego uwielbienia.
– Ciśniemy guzicek, Maku?
– Ciśniemy guzicek, Maku? – jak echo powtórzyła Kata.
– Nie, nie wolno wam naciskać na żadne guziki tych aparatów – oświadczył zdecydowanie.
Gwiazdeczka przekrzywiła głowę z błagalną minką jak prawdziwa mała kobietka.
– Tyko jeden?
Marco zacisnął usta.
– Tyko jeden, Maku?
W ostatniej chwili zdążył zatrzymać przypominającą kopyto rączkę Katy, która, nie czekając na wynik tej rozmowy, już chciała uderzyć w cały panel sterowania.
– No dobrze, tylko jeden – westchnął i pokazał Gwiazdeczce który. – Ten, tylko ten.
Dziewczynka z zachwytem dotknęła wskazanego klawisza i na ekranie ukazała się twarz Tsi-Tsunggi.
– Sikunga! – pisnęła Gwiazdeczka uradowana. -Tata! Ceś, tata!
