
Jaskari pożyczył mu kieszonkową latarkę. Misza przez chwilę stał, patrząc na kompletnie ciemną komórkę, i starał się zwalczyć nieprzyjemne uczucie. Wreszcie odwrócił się, oczy mu błyszczały.
– Dziękuję wam, matko i ojcze, dziękuję za życie, które pozwoliliście mi zachować. I tobie, Jaskari, za przebudzenie. A przede wszystkim dziękuję Marcowi za to, że uczynił ze mnie takiego człowieka, jakim jestem teraz!
Jaskari wysadził ich pod hotelem, pomachał ręką na pożegnanie i poleciał dalej.
Misza ledwie zdążył wejść do niezwykle, jego zdaniem, luksusowego apartamentu rodziców, kiedy otrzymał wiadomość.
Był nią przytłoczony.
– Co takiego? Ja mam się udać do pałacu księcia Marca? Ale w jaki sposób się tam dostanę?
– Ktoś po ciebie przyjdzie wyjaśniła matka, równie podniecona jak syn. Cóż to za zaszczyt, Misza, cóż za zaszczyt!
– Ach, ja kocham księcia Marca! – westchnął chłopak entuzjastycznie.
– Pst, Misza, tak mówić nie wolno – szepnęła matka.
– A to dlaczego? – zdziwił się…
Natasza się zakłopotała.
– No… po prosili nie wypada.
Wszedł ojciec i przerwał im rozmowę.
– Pospiesz się, zacznij się przygotowywać, będą tu już za pół godziny,
Po Miszę przyszła Indra. Chłopak natychmiast poznał ją po glosie i zaraz zaczął się zastanawiać, czy wszystkie kobiety są równie piękne. Przecież dech zapierało mu w piersiach za każdym razem, gdy jakąś widział. Żadna jednak nie mogła się mierzyć z jego Eleną.
Łączyła ich wszak wspólna tajemnica…
Wystarczyło, by o tym pomyślał, a już czuł łaskotanie pod skórą.
Indra zerknęła na niego zdziwiona.
– Uśmiechnąłeś się teraz jak kot, który dopadł tłustej myszy. O czym sobie pomyślałeś, Misza?
Drgnął zdziwiony.
– Co takiego? Ja? Nie, nic. O niczym.
Matka martwiła się, czy Misza da radę iść sam i stać tak długo, Indra jednak zapewniła ją, że będzie go pilnować, jakby był niemowlęciem.
