Berengaria, schodząc w dół zbocza, poczuła na twarzy łagodny powiew i w piersiach wezbrał jej śmiech. Tak niezmiernie kochała życie, tak gorąco pragnęła je przeżywać, radować się nim, każdą cząsteczką ciała chłonąć nowe wrażenia.

Westchnęła głośno.

Gdybym tylko miała chłopaka, pomyślała. Ale Oko Nocy mnie porzucił. No cóż, właściwie wcale nie tak było, on po prostu nie miał innego wyboru, ale wiem, że bardzo kocha Małego Ptaszka.

Znacznie gorsza do zniesienia była pogarda Armasa. Co on właściwie ma przeciwko mnie? Co ja złego robię?

Misza jest słodki, ale na niego nie ośmielę się zarzucić sieci, zresztą Elena chyba zarezerwowała go dla siebie, a ja nie zamierzam wchodzić do jej ogródka. Nie poważę się na to jeszcze raz. Ileż to już razy obwiniała mnie o to, że zabierani jej chłopców? Może rzeczywiście trochę zbyt śmiało sobie z nimi flirtuję, ale przecież nigdy nie traktuję lego poważnie. A cała ta sprawa z Jaskarim… Naprawdę wcale nie próbowałam go poderwać, ale tak nam się dobrze rozmawia i bardzo się lubimy. Jesteśmy przyjaciółmi. Zresztą on już wtedy zrezygnował z Eleny. Ona musi zrozumieć, że to nie miało nic wspólnego ze mną.

Och, o czym to ja myślałam? Nie wolno mi powracać do żadnych ponurych wspomnień, lepiej zastanowić się, co zrobić z życiem. Nie musze się wprawdzie aż tak bardzo spieszyć, obdarzono nas wszak tym przywilejem, że możemy żyć bardzo, bardzo długo, jest więc dość czasu, żeby kilka razy zmienić zdanie.

Berengarię przeszył przyjemny dreszczyk. Czuła, że jest podobna do Indry. Nie odpowiadała jej codzienność, do oddychania pełną piersią potrzebne jej było napięcie.

Tak jak teraz, kiedy została wezwana do pałacu Marca, nie mając pojęcia, co ją tam czeka. To właśnie jest ciekawe, coś dokładnie dla niej.



37 из 154