
Berengaria roześmiała się radośnie, tak głośno, że aż jacyś staruszkowie się za nią obejrzeli. Dziewczyny jednak ani trochę to nic zawstydziło, ona nie przejmowała się takimi drobiazgami, jak zasady odpowiedniego zachowania. Dopóki człowiek jest pozytywnie nastawiony, to, jej zdaniem, nic nie szkodzi, że ściągnie na siebie trochę uwagi.
Westchnęła, wciąż szeroko uśmiechnięta. Ach, być kochaną przez mężczyznę… Móc się z nim kochać… Nie raz drażniono się z nią z tego powodu, że z nikim jeszcze nie spala.
Ona jednak najpierw chciała mieć całkowitą, niezachwianą pewność co do trafności swojego wyboru.
Wtedy odbije sobie za całe to długie czekanie!
7
Również inni zmierzali do pałacu Marca.
– I jak się czujesz w swoim nowym życiu, Misza? – spytała Indra, zręcznie, choć nie bez lęku, opuszczając gondolę w dół ku rynkowi. Zwykle mawiała, że jest matołem w sprawach technicznych i w tym twierdzeniu kryło się chyba ziarenko prawdy.
Misza westchnął:
– Tyle się dzieje, czasami aż trudno mi rozdzielić wydarzenia od siebie. A niekiedy muszę pozwolić moim oczom odpocząć, bo cały świat mi się kręci.
Indra zerknęła na sympatyczną twarz chłopaka.
– Rozumiem. To musiało być dla ciebie wstrząsające przeżycie, prawie jak trzęsienie ziemi. Ale skala barw na twojej twarzy zaczyna się powoli stabilizować, wokół oczu jest teraz bardziej żółtozielona.
– Tak lepiej?
– No cóż, żółty z zielonym to ładne połączenie kolorów, ale przede wszystkim oznacza etap końcowy. No i opuchlizna zaczyna ci schodzić. Przekonasz się, będzie z ciebie prawdziwy przystojniaczek, Misza.
– Tak myślisz? – spytał zawstydzony.
Indra zorientowała się, że chłopak jest zbyt naiwny, by wychwycić jakąkolwiek ironię, odrzekła więc z powagą:
– Oczywiście.
I naprawdę tak uważała.
Kochany chłopcze, jesteś taki wzruszający, że łzy same napływają mi do oczu.
