
– Dziewczyny będą za tobą ganiać… Och, mało brakowało, a obcięłabym głowę temu pomnikowi! I jacyś ludzie idą akurat po moim torze lotu, och, uważajcie, do kroćset! No tak, teraz lepiej. Widziałeś ten mój wspaniały skręt w prawo? Ominęłam ich z zapasem dwóch centymetrów.
Misza roześmiał się drżąco, niepewnie.
Indra leciutko westchnęła. Była już teraz mężatką, ustabilizowaną i rozsądną, a przynajmniej powinna taka być. Wcale się jednak tak nie czuła. Owszem, wspólne życie z Ramem okazało się niemal cudem, każdy dzień był niczym drogocenny podarunek, ale rozsądek? Cóż, wiedziała, że trochę dorosła, chociaż właściwie nieznacznie. Ale wobec Miszy czuła się niemal jak matka, wprowadzająca w życie bezradne dziecko.
Grając zaś taką rolę, nie powinno się lądować niemal na głowach innych ludzi.
Dzięki Bogu, tam jest właściwy parking dla gondoli. I idzie Dolg razem z dwoma wilkami, jak miło ich znów zobaczyć. Dolg zawsze rozsiewa wokół siebie taki cudowny spokój.
Lądowanie połączone było z serią podskoków, jak gdyby osiadali na polu kartofli. Misza cokolwiek oszołomiony ruszył za Indrą przez rynek.
Musiała podtrzymywać go na schodach do pałacu, jego wzrok bowiem wciąż nie najlepiej radził sobie z oceną odległości i stopnie stanowiły pewien problem.
– Jedno jest pewne: jeśli chodzi o dziewczyny, twoim oczom nic nie dolega – zauważyła cierpko. -Nie wykręcaj sobie głowy na widok każdej kobiecej istoty na rynku!
– Ale one są takie śliczne – jęknął Misza.
– No cóż, niekoniecznie – mruknęła Indra. – Lecz może w oczach początkującego rzeczywiście tak to wygląda.
Przy portalu czekała na nich jakaś dziewczyna. Misza z początku jej nie zauważył, zajęty był bowiem patrzeniem Indrze w oczy i opowiadaniem o planach na przyszłość. Właściwie mówił nie o planach, lecz o swoim nastawieniu do życia.
– Tak wiele będę robił, Indro – mówił bez tchu. -Jestem taki żądny wszystkiego!
