
– Spragniony życia? – podsunęła Indra.
– I to jak! Najprzyjemniejsze są kolory, one są… niesamowite, niezwykłe. I chociaż jeszcze zdarza mi się nazwać zielony niebieskim i fioletowy czerwonym, to na pewno się ich już niedługo nauczę. Sama się o tym przekonasz. Tak się cieszę, tak strasznie się cieszę, że będę mógł oglądać jeszcze więcej!
– Na pewno się jeszcze napatrzysz. A teraz spójrz, ktoś najwidoczniej na nas czeka.
Misza podniósł oczy i dostrzegł dziewczynę. Zatoczył się w tył.
– Ojej! – westchnął cicho. – Ojej!
– Tak, tak. – Indra pokiwała głową. – Tym razem naprawdę masz rację.
– Czy ona jest prawdziwa? – szepnął Misza. – Czy naprawdę istnieje coś tak pięknego?
– Najwyraźniej. Dziewczyna podeszła do nich.
– Cześć, Misza., moje znalezisko z lasów. Słyszałam, że odzyskałeś wzrok.
Przecież on nigdy nie widział, pomyślała Indra. Ale jaki jest sens w czepianiu się szczegółów?
– Berengaria! Ty jesteś Berengaria! – zawołał Misza ze zdumieniem i radością, w glosie. – Och, łzy mi lecą, chociaż wcale nie jesieni smutny zapewnił prędko.
– To ze wzruszenia – wyjaśniła Indra tonem wyższości. – Łzy mogą. płynąć z radości, ze wzruszenia, z gniewu, od cebuli i z, zimna…
Ale nikt nie słuchał jej wykładu. Miszę całkowicie pochłonęła obecność Berengarii, która przyzwyczaiła się już do takich hołdów składanych jej urodzie i przyjmowała je z wielkim spokojem.
– …przy słuchaniu hymnu państwowego i z dumy – dokończyła Indra z uporem.
Berengaria i Misza przeszli przodem przez wrota. Wielki hall pełen był ludzi, lecz. Misza z początku nawet nie zwrócił na to uwagi, tak bardzo był przejęty osobą swojej towarzyszki.
Za chwilę Berengaria przeprosiła go i zniknęła w innym pomieszczeniu. Misza stanął jak skamieniały i wyglądał, jakby ktoś właśnie wyrwał mu z ręki torebkę cukierków.
– Indro – powiedział pustym głosem. – Chyba się zakochałem.
