
– Nie, nie. Może jesteś nią zainteresowany, zafascynowany, na nic więcej na razie nie miałeś czasu. Lepiej jednak nie zawracaj sobie głowy Berengaria, to nie jest dziewczyna dla ciebie.
– Ale ona jest taka niezwykle piękna!
– Owszem, i przez to może cię głęboko zranić, musi bowiem walczyć ze swoimi humorami. Poszukaj sobie innej dziewczyny, Misza.
– Ty nic nie rozumiesz, Indro! Ja kocham głos Berengarii, sposób, w jaki oddycha, i tę jej radość życia!
– Głód życia – poprawiła go Indra. – To jedno was łączy, ale poza tym… już nic więcej. Usłuchaj mojej rady, Misza: znajdź sobie inną dziewczynę.
– Inną już mam.
Indra popatrzyła na niego rozbawiona i zaciekawiona.
– Ach, tak? A któż to taki?
– Elena.
Indra zaniemówiła. Elena?
Misza podjął z zapałem:
– Indro, czy to prawda, że istnieje czarownica o imieniu Grimelda?
– Griselda. Już nie istnieje, ale zdążyła wyrządzić wiele krzywd. Największe nieprzyjemności spotkały Jaskariego i Elenę, zło dosięgło ich nawet po śmierci tej wiedźmy.
– To znaczy, że Elena mówiła prawdę – stwierdził Misza i rozmarzony zapatrzył się przed siebie. Wreszcie wziął się w garść. – Ale przecież ja nie mogę kochać jej teraz, kiedy już widziałem Berengarię. Ona jest od niej o wiele ładniejsza.
Indra czuła się jak prozaiczna moralistka, kiedy zaczęła go pouczać:
– Miłość nie ma nic wspólnego z tym, kto jest najładniejszy. Ty po prostuwpadłeś w tę samą pułapkę co tysiące debilnych mężczyzn: kochasz ideał, a nie konkretną osobę. A przecież ty nie jesteś debilem.
Po wyrazie jego twarzy poznała, że Misza nie zna tego słowa, czym prędzej więc mu je objaśniła. I rzeczywiście, Misza nie chciał, by nazywano go debilem, ale prosił Indrę o wybaczenie, wciąż bowiem nie posiadał zdolności osądu widzących.
– Co do tego masz rację – stwierdziła Indra ugodowo. – Zobacz, idzie Elena. I pamiętaj, teraz ani słowa o urodzie Berengarii, bo to akurat dla Eleny bardzo drażliwy temat.
