
Po drugiej stronie ogrodu w zagłębieniu terenu było nieduże jezioro. Berengaria dostrzegła dwa kormorany stojące na kamieniu i prostujące skrzydła. Na widok całej tej piękności, zwierząt swobodnie pasących się dokoła, niezwykłych kwiatów w ogrodzie znów ogarnęła ją nieopanowana radość, ów głód życia. Przeciągnęła się z zadowoleniem i roześmiała w czystym, niezmąconym poczuciu szczęścia. Przyjaciele, patrząc na nią, zarazili się jej radością.
Kołyszącym krokiem nadszedł słoń, a Kata zaraz zawołała trochę przestraszona:
– Ojej! Welki peś!
W królestwie Armasa żyły nie tylko zwierzęta, byli w nim również ludzie. Kobiety tak piękne, że Elenę na sam ich widok przenikał dreszcz. I przystojni mężczyźni, którzy ciepło ich witali. Nie wszyscy byli równie doskonali, w żyłach niektórych płynęło zbyt wiele krwi Obcych, inni mieli zaś w sobie zbyt wiele ze zwykłych ludzi. Najlepiej wypadała kombinacja Obcy – Lemuryjczyk, wśród nich znajdowali się podobni do Rama, a on przecież doprawdy wyglądał nie najgorzej.
Elena nie mogła pojąć, jak to możliwe, by taka mieszanka była aż tak udana, gdyż jedyny prawdziwy Obcy, jakiego miała okazję spotkać, a mianowicie Faron, obdarzony był zaiste niezwykłą urodą. Był taki sztywny, nienaturalny, wręcz nieludzki, a przez to straszny.
Rozmowa w ogrodzie toczyła się pozornie beztrosko, gospodarze nie udzielali im zbyt wielu wyjaśnień, zapewne jednak wielu z gości lęk wciąż ściskał w brzuchu. Zaproszono ich tu wszak jako poszukiwaczy przygód, czego tym razem od nich oczekują?
Lilja siedziała milcząca w pobliżu Berengarii i pozostałych dziewcząt. Bała się spojrzeć w stronę Gorama, wyczuwała jednak, że Strażnik stoi niedaleko.
