
A ja tak się cieszyłam na to nowe życie, myślała. Tymczasem ot tak, po prostu, zakochałam się w niewłaściwym człowieku. Gorzej już nie mogłam trafić. To najwspanialsza osoba, jaką można sobie wyobrazić, a nie mam żadnych szans, żeby z nim być!
Owo cudowne życie stało się martwe i zimne, jakby szron pokrył zmrożoną ziemię…
Berengaria widziała, że Lilja jest nieszczęśliwa, podeszła więc i usiadła przy młodej dziewczynie. Otoczyła ją ramieniem.
– Smucisz się w taki wielki dzień? – spytała życzliwie.
Lilja zawsze czuła silną więź, łączącą ją z Berengarią, tą radosną duszą, którą niekiedy tak głęboko można było zranić. Wiedziała, że Berengaria zrozumie.
– Kochać kogoś… Czy możliwe, by to oznaczało rezygnację?
– Jedno nie musi oznaczać drugiego – odparła Berengaria, starając się przybrać wygląd mądrej i światowej osoby, ale sama wszak w miłości miała niezbyt duże doświadczenie. – Prawdą jest jednak, że nieraz trzeba rezygnować z wielu rzeczy. Ja na przykład musiałam zrezygnować z Oka Nocy przez jakieś niemądre reguły plemienne. Ale to oczywiste, że oni mieli rację. Jestem zbyt niecierpliwa i za bardzo chcę być wolna, żebym mogła dostosować się do wszystkich indiańskich obyczajów. Tak więc z historią z Okiem Nocy jakoś sobie poradziłam, chociaż moje poczucie osobistej dumy bardzo wówczas na tym ucierpiało. Ale co ty właściwie masz na myśli?
– A jeśli oboje rezygnują?
Pytanie na moment wprawiło Berengarię w osłupienie.
– Chodzi ci o to, że oboje są związani z kimś innym?
– Nie z żadną osobą. Ale jeśli jedna strona związana jest obietnicą?
Berengaria zastanowiła się.
Och, oczywiście, chodzi o Gorama. Przecież od dawna czytała to w oczach Lilji. Ale on…?
Ukradkiem zerknęła w jego stronę. Przystojny Lemuryjczyk stał teraz demonstracyjnie zapatrzony w jezioro, jak gdyby za nic na świecie nie chciał spoglądać na Lilję.
– A jakąż to przysięgą on jest związany?
