Drzwi gondoli otworzyły się znów na znak, że mogą z powrotem wsiąść.

– No, widzę, że zamiłowanie do sterylnej czystości dotarło aż tutaj – stwierdził Marco, odnajdując swoje miejsce.

Rzeczywiście, mgła snuła się gęsta również we wnętrzu gondoli, lecz jakby w niczym nie przeszkadzała.

Na poły przezroczysty mur przed nimi otworzył się i wsunęli się do środka.

Teraz byli już we wnętrzu Królestwa Obcych.

Z początku wszyscy milczeli, jakby nie bardzo rozumiejąc, co widzą.

– Ojej! – westchnął tylko Dolg.

Otaczał ich olśniewający biały świat. Wszędzie jak okiem sięgnąć, wznosiła się wieża za wieżą, sklepienie za sklepieniem, niczym lśniąco biała gotycka katedra, przy której budowie fantazja poniosła architekta. Piękne białe budynki ciągnęły się cały czas w górę, przybierając coraz bardziej fantastyczne formy.

– Niezłe – pokiwała głową Indra.

Gondole zatrzymały się na niewielkim placyku przed delikatnym mostkiem. Usłyszeli głos Shiry:

– To mi przypomina ów wijący się most w drodze przez groty.

– Ten, który nagle się urwał? Cóż, to dopiero za zachęta! – powiedziała Indra.

– Ale ten wygląda na bardziej stabilny – uspokoiła ją Shira.

Marco wszedł jako pierwszy na biały most, który wydawał się znikać w jednej z wież z przodu. Pozostali podreptali za nim długim rzędem i wkrótce się przekonali, że mostek wcale nie był taki kruchy, na jaki wyglądał. Co znajdowało się w dole, trudno było odgadnąć, przypuszczali jednak, że musi tam być jakaś woda. W tej krainie panowało takie niezwykłe, migotliwe światło, że właściwie trudno było coś zobaczyć. Wszystko przypominało poranną mgłę, lśniące kryształki lodu czy też białe opary w rozległym białym pomieszczeniu. Nie bardzo udawało im się opisać wrażenia tak dokładnie, jak by tego chcieli.



56 из 154