Przeszli przez most i otworzyły się przed nimi jakieś wysokie wrota. Znaleźli się w pierwszej sali.

Wszędzie ta sama zdumiewająca biel, tu jednak rozpraszały ją nieco pastelowe barwy wyposażenia, mebli i okien. A jedną z bocznych ścian w całości pokrywało przepiękne malowidło.

– Ach! – westchnął Misza. – Jakież to wszystko cudne! Nic ładniejszego nie widziałem w całym życiu!

– Zobacz sama – mruknęła Indra, lekko szturchając Elenę w bok. – On na Berengarię patrzy również jak na dzieło sztuki, zresztą trudno jej tego odmówić, chyba sama przyznasz.

– Tak, tak – odmruknęła Elena. – Widzę, widzę. Przygląda się temu obrazowi dokładnie z tym samym wyrazem twarzy, z jakim patrzy na nią. Ten sam barani podziw. Wiesz, to przyniosło mi kolosalną ulgę. Chodź tutaj, Misza! Jeśli zdołasz się teraz oderwać od tego obrazu, to zaraz się przekonasz, że coś zaczyna się dziać. Najwyższy już na to czas.

Drzwi po drugiej stronie pomieszczenia otworzyły się i wyszła z nich grupka czterech Obcych, najprawdziwszych Obcych takich jak Faron, którego wszyscy mieli już przecież okazję widzieć. Obcy byli wysocy, cali w bieli, a ich ornaty, bo inaczej nie dało się nazwać tego stroju, zdobiły emblematy Świętego Słońca i własny symbol Obcych. Wszyscy mieli czarne włosy i te niezwykłe rysy twarzy, przypominające właściwie zespolone płytki. Badawczo przyglądali się nowo przybyłym.

– Kogoś tu brakuje – odezwał się jeden takim samym głuchym, pustym głosem, jakim mówił Faron. – Czy duchy zechcą być tak łaskawe i się ukazać?

Ojej, pierwsze powitanie i od razu krytyka, chociaż zawoalowana. Niedobrze!

Duchy powoli wyłoniły się z nicości. Zdumienie Miszy i Lilji było bezgraniczne, lecz Gwiazdeczka nagłe pojawienie się licznej gromady przyjęła spokojnie.

– Stlachy – powiedziała z podziwem. – Oglomne paskudne gloźne stlachy.

– Ależ, Gwiazdeczko – złajała ją zawstydzona Siska. – To wcale nie są strachy!

Ukazała się wielka gromada. Tengel Dobry wystąpił naprzód i przemówił do Obcych w imieniu wszystkich duchów, prosząc o wybaczenie za to, że nie ukazały się wcześniej, nie wiedziały po prostu, co będzie większą uprzejmością, niektóre z nich mogły przecież budzić przerażenie.



57 из 154