Rzeczywiście tak było. Lilja i Misza z niedowierzaniem patrzyli na olbrzymiego Cienia, Nidhogga, Nauczyciela, Ducha Zgasłych Nadziei, na panie wody i powietrza, na Pustkę i Hraundrangi-Móriego. Były tu także cztery duchy Shiry, jak również Shama, śmierć, na którego widok niejednemu ciarki przechodziły po plecach. Mało kto widział go wcześniej.

Ukazały się też duchy Ludzi Lodu, lecz one wyglądały zwyczajniej. Tengel Dobry, Sol – choć ona była widoczna przez cały czas, Ulvhedin, Heike, Villemo, Shira z Marem i wielu, wielu innych.

Cień pokłonił się przed Obcymi.

– Jesteśmy głęboko wzruszeni i zaszczyceni faktem, że zaproszono nas tutaj, Wielki Mistrzu. Ja osobiście mam nadzieję, że będę mógł znów spotkać mych krewniaków, jeśli to tylko oczywiście jest możliwe.

– O, tak, lecz dopiero w powrotnej drodze. Oni mieszkają na zewnątrz.

– Wielkie dzięki.

Dołączyło jeszcze dwóch Obcych.

– Faron, to Faron! – rozległy się uradowane głosy.

A Faron uśmiechnął się swoim surowym, sztywnym uśmiechem i dobrodusznie pozwolił, by obstąpili go dawni towarzysze podróży.

Marco czym prędzej przestrzegł go przed Gwiazdeczką. Dziewczynka potrafiła wymówić jego imię, lecz robiła to w bardzo nieodpowiedni sposób, przez co mogła wywrzeć bardzo złe wrażenie.

Faron podniósł głowę i z wesołym zainteresowaniem popatrzył na Gwiazdeczkę, siedzącą na rękach u swego ojca i wpatrującą się w niego rozpromienionymi oczkami.

– Jakże to maleństwo urosło! – rzekł zdumiony. -Ale też i w jej żyłach płynie krew elfów, to widać już na pierwszy rzut oka.

Wyciągnął ręce do dziewczynki, a Gwiazdeczka ufnie pozwoliła się podnieść.

– Ty jesteś Faja? – spytała swoim cienkim, jasnym głosikiem. – Nie, tak niedobrze, Fajon.



58 из 154