– Berengaria była tutaj, prawda? – spytał niby to obojętnie.

– Owszem, a skąd wiedziałeś?

– Ona oddycha w bardzo szczególny sposób.

– Naprawdę? Nigdy o tym nie myślałem.

– Tak, z takim wyczekiwaniem i nadzieją, jak gdyby radowała się każdą chwilą życia.

– Chyba rzeczywiście masz rację. A teraz weź mnie za rękę, podejdziemy do okna. Widzisz łóżko, prawda?

Misza nie był tego pewien.

– Widzę okno, tak mi się przynajmniej wydaje -powiedział nieswoim głosem. – Ono jest jaśniejsze od reszty, prawda?

– Światło i ciemność – mruknął Jaskari pod nosem. – Czyżby to już było wszystko?

Widok, o którym Jaskari mówił z takim przejęciem, na Miszy nie wywarł wrażenia. On go po prostu nie widział. Dostrzegał jedynie mlecznobiałe światło, tu i ówdzie poprzecinane cieniami.

Rozczarowany położył się spać, skulił się na łóżku. Czuł, że Jaskari okrywa go kocem, lecz nie miał siły, żeby mu za to podziękować.

2

Kiedy się przebudził, był w pokoju sam.

Z początku zdumiało go, że twarz i głowa sprawiają wrażenie takich swobodnych, zaraz jednak przypomniał sobie, że przecież zdjęto mu bandaże.

Otworzył oczy.

Wstrząs przeszył całe ciało.

Okno! Widział okno i coś niezwykłego, wyrazistego i bardzo pięknego za nim. A po obu stronach okna wisiało coś tak cudownego, że ze wzruszenia w oczach zakręciły mu się łzy.

To muszą być kolory, pomyślał. One tworzą wzór. Nie mógł się napatrzyć do syta, raz po raz mrugał bolącymi jeszcze oczyma.

Ściany. One miały w sobie jakąś inną jasność, czyżby… inny kolor? A z sufitu zwieszała się rzecz, która musiała być lampą.

Misza nieco przestraszony podniósł ręce. Czy starczy mu odwagi, żeby się im przyjrzeć? Postanowił jednak, że musi to zrobić. Potem usiadł i powiódł wzrokiem po całym pokoju. W głowie trochę mu się zakręciło od wszystkich tych nowych wrażeń, ale…



7 из 154