Wraz z klęską wyobraźni odziedziczyłem po niej resztkę, rodzaj trwałej niezgody na rzeczywistość, przypominającą raczej gniew zresztą niż abnegację. Już mój śmiech był odmową, kto wie, czy nie skuteczniejszą od samobójstwa. Przyznają się do niego, sześćdziesięciodwuletni, matematyka zaś stanowiła tylko późną konsekwencję tej postawy. Była moją drugą dezercją.

Mówię to przenośnie – lecz proszę mnie wysłuchać. Zdradziłem umierającą matkę, czyli wszystkich ludzi, optowałem śmiechem na rzecz większej od nich potęgi, jakkolwiek była ohydna, bo nie widziałem innego wyjścia. Lecz potem dowiedziałem się, że tego naszego przeciwnika, który jest wszystkim, który w nas też uwił sobie gniazdo, również mogę zdradzić, przynajmniej do pewnego stopnia, ponieważ matematyka jest niezawisła od świata.

Czas wyjawił mi, że omyliłem się powtórnie. Prawdziwie optować za śmiercią przeciwko życiu i za matematyką przeciwko światu – nie można. Prawdziwa opcja oznacza tylko własną zagładę. Cokolwiek robimy bowiem, robimy w życiu, i doświadczenie pokazuje, że matematyka również nie jest azylem doskonałym, ponieważ mieszkaniem jej jest język. Ta informacyjna roślina wkorzeniła się w świat i w nas. Porównanie to zawsze za mną chodziło, nawet wtedy jeszcze, kiedy nie umiałem go przełożyć na język dowodu.

W matematyce szukałem tego, co było cenne w dzieciństwie, wielości światów, zrywającej łączność z narzuconym, tak lekko, jakby wyzbyty był owej siły, również w nas samych tkwiącej, a tylko dostatecznie skrytej, abyśmy mogli zapominać o jej obecności. Lecz potem, jak każdy matematyk, przekonywałem się ze zdumieniem, jak wstrząsająco nieoczekiwana i niewiarygodnie wszechstronna jest owa działalność podobna zrazu do zabawy. Wchodzi się w nią z dumą, jawnie i wyraźnie odcinając myśl od świata, postanowieniami arbitralnymi, dorównującymi apodyktycznością – kreacji, dokonuje się zamknięcia definicyjnego, które ma nas odseparować od owego kłębowiska, w jakim przychodzi żyć.



12 из 208