
Od tak dawna, jak tylko mogę spamiętać, brakowało mi etyki zaszczepionej na wrażliwości. Z rozmysłu zbudowałem sobie jej protezę. Musiałem jednak znaleźć dobrą rację takiego działania, bo osadzać nakazy na pustce to tyle, co do komunii bez wiary przystępować. Nie powiadam, jakobym zaplanował życie w taki teoretyczny sposób, jak to tu przedstawiam. Nie dorobiłem też własnemu postępowaniu – wstecz – aksjomatów. Działałem zawsze podobnym sposobem, choć bezwiednie zrazu; motywacji później się domyśliłem.
Gdybym uważał się za człowieka z gruntu dobrego, zapewne nie byłbym zdolny zrozumieć zła. Sądziłem, że ludzie zadają je z premedytacją – zawsze, czyli robią to, co sobie postanowili, bo nie znalazłbym innych źródeł niegodziwości we własnym przeżyciu. Miałem jednak lepszą wiedzę, znając równocześnie i własne skłonności, i bezwinę za nie, bo przecież zastałem w sobie tego, jakim jestem, nie pytany o to, czy się na skład taki godzę.
Otóż to, żeby jeden niewolnik dławił innego niewolnika dla zaspokojenia sił wszczepionych obydwóm; żeby jedna bezwina dręczyła drugą, jeśli istnieje choć szansa na opór takim naciskom – to było mi obrazą rozumu. Jesteśmy dani sobie i nie możemy kwestionować tych darów w całości inaczej aniżeli bezskutecznie, ale skoro otwiera się najdrobniejsza szansa przeciwstawienia zastanemu – jakże z niej nie korzystać? Tylko takie decyzje i takie działania są wyłącznie naszą, ludzką własnością, podobnie jak możliwość samobójstwa – to jest sektor wolności, w którym wzgardzona zostaje nieproszona scheda.
Proszę nie mówić, że zaprzeczam sobie – temu, który w erze jaskiniowej widział czas lepszych swoich zniszczeń. Wiedza jest nieodwracalna, nie może cofnąć się w mrok słodkiej ignorancji. W owym czasie nie miałbym wiedzy i nie mógłbym jej zdobyć. Posiadaną muszę wykorzystać. Wiem, że składał nas i porządkował traf, i ja miałbym być uległym wykonawcą wszystkich dyrektyw, wylosowanych na oślep niezliczonymi ciągnieniami?
