
Tatuś zsunął się z łóżka i wziął ją na ręce, zerkając pospiesznie na mamę. Ale mama nawet nie drgnęła. Tato był w samych majtkach. Zaniósł Leishę na korytarz, a tam przybiegła do nich guwernantka i mówiła:
— Och, tak mi przykro, proszę pana. Powiedziała, że idzie do łazienki!
— W porządku — odpowiedział tato. — Sam się nią zajmę.
— Nie! — krzyknęła Leisha, bo tato był w samych majtkach, jego szyja wyglądała dziwnie, a w sypialni brzydko pachniało od mamy.
Ale tato zaniósł ją do oranżerii i posadził na ławce, a sam owinął się zieloną folią do przykrywania kwiatków i usiadł obok.
— A teraz powiedz mi, co się stało. Co robiłaś?
Leisha nie odpowiedziała.
— Chciałaś zobaczyć, jak ludzie śpią, tak? — spytał tatuś, a ponieważ jego głos zabrzmiał teraz łagodniej, Leisha mruknęła:
— Tak.
Dobrze było nie kłamać, od razu poczuła się lepiej.
— Chciałaś zobaczyć, jak ludzie śpią, bo sama nie śpisz i dlatego byłaś ciekawa, prawda? Jak Grześ Ciekawski z twojej książki.
— Tak — odpowiedziała Leisha. — Myślałam, że przez całą noc zarabiasz pieniądze w swoim gabinecie.
— Nie przez całą — uśmiechnął się tatuś. — Przez większą część nocy. A potem śpię, choć niezbyt długo. — Wziął Leishę na kolana. — Nie muszę długo spać, więc mogę w nocy zrobić więcej niż inni ludzie. Różni ludzie potrzebują różnych ilości snu. A kilkoro z nich, naprawdę niewielu, jest podobnych do ciebie. Wcale nie potrzebują.
— Dlaczego?
— Bo jesteście wyjątkowi. Lepsi od reszty. Zanim się urodziłaś, lekarze sprawili, że możesz być właśnie taka.
— Po co?
— Żebyś mogła robić, co tylko będziesz chciała i żebyś mogła zaznaczyć w ten sposób swoją indywidualność.
Leisha wiercąc się usiłowała zajrzeć mu w oczy. Te słowa nic nie znaczyły. Tatuś wyciągnął rękę i dotknął pojedynczego kwiatu na wysokiej roślinie. Kwiat miał gęste, białe płatki — jak śmietanka, którą tatuś dolewał sobie do kawy — i bladoróżowy środek.
