
— Widzisz, Leisho, to drzewko stworzyło taki kwiat, bo tylko ono to potrafi. Tylko to drzewko potrafi stworzyć taki cudowny kwiat. Roślina obok nie potrafi i ta następna także nie. Tylko to jedno drzewko. Dlatego najważniejsze dla niego jest to, aby mógł na nim zakwitnąć ten kwiat. Właśnie tym kwiatem drzewko zaznacza swoją indywidualność. I o to właśnie chodzi. Nic więcej się nie liczy.
— Nie rozumiem.
— Kiedyś zrozumiesz.
— Ale ja chcę teraz rozumieć — odpowiedziała, a tatuś zaśmiał się zachwycony i uściskał ją. To było bardzo miłe, ale Leisha nadal chciała zrozumieć.
— Kiedy zarabiasz pieniądze, to to jest twoja indy… coś tam?
— Tak — potwierdził tatuś z uciechą.
— Czy to znaczy, że nikt inny nie umie zarabiać pieniędzy, tak jak żadne inne drzewko nie umie stworzyć takiego kwiatka?
— Nikt inny nie umie tego robić tak jak ja.
— A co robisz z tymi pieniędzmi?
— Kupuję ci różne rzeczy. Na przykład ten dom, samochód, którym cię wożę, sukienki, płacę guwernantce za to, że cię uczy…
— A co drzewo robi ze swoim kwiatkiem?
— Pyszni się nim — powiedział tatuś, ale to nie miało żadnego sensu. — Liczy się tylko doskonałość, Leisho. Doskonałość wsparta indywidualnym wysiłkiem. I tylko to się liczy.
— Zimno mi, tatusiu.
— W takim razie lepiej będzie, jeśli zaniosę cię do guwernantki.
Leisha nawet nie drgnęła. Dotknęła paluszkiem kwiatka.
— Ja chcę spać, tatusiu.
— Nie, wcale nie chcesz, kochanie. Sen to tylko strata czasu, marnowanie życia. To trochę jakby mniejsza śmierć.
— Alice śpi.
— Alice nie jest taka jak ty.
— Alice nie jest wyjątkowa?
