
— Zapamiętaj, Leisho — mówił dalej Camden. — Wartość człowieka dla niego i społeczeństwa tkwi w nim samym, nie zaś w tym, co sądzi na temat istoty, wartości i wiary innych ludzi. Tkwi w tym, co dany człowiek rzeczywiście potrafi zrobić. I to zrobić jak najlepiej. Ludzie handlują tym, co mają najlepszego, i każdy na tym korzysta. Podstawowym narzędziem cywilizacji jest kontrakt. Kontrakty zawierane są dobrowolnie i przynoszą obopólną korzyść. W przeciwieństwie do przymusu, który jest z gruntu zły.
— Silniejsi nie mają prawa niczego odbierać słabszym — wtrąciła Susan. — Alice, kochanie, ty też zjedz groszek.
— Ani też słabsi nie mają prawa niczego odbierać silniejszym — dodał Camden. — To właśnie stanowi zasadniczą przesłankę dzisiejszego wykładu Kenzo Yagai.
— Nie lubię groszku — odezwała się Alice.
— Ale twój organizm lubi. Groszek jest zdrowy.
Alice uśmiechnęła się. Leishy zrobiło się ciepło na sercu. Alice już dawno nie uśmiechała się przy stole.
— Mój organizm nie ma kontraktu z groszkiem.
— Ależ ma — odrzekł Camden, lekko zniecierpliwiony. — Twój organizm ma z niego pożytek. Jedz.
Uśmiech Alice zniknął. Leisha wbiła wzrok w talerz. Wtem znalazła wyjście.
— Nie, tatusiu, posłuchaj. Organizm Alicji ma pożytek, ale groszek nie. To nie jest transakcja przynosząca obopólną korzyść — więc nie ma kontraktu. Alice ma rację!
Camden zaniósł się śmiechem. Po chwili zwrócił się do Susan:
— Ma zaledwie jedenaście lat… Jedenaście!
Uśmiechnęła się nawet Alice, a Leisha pomachała jej triumfalnie łyżeczką, od której odbił się promień światła i zatańczył na przeciwległej ścianie.
Mimo wszystko Alice nie chciała pójść posłuchać Kenzo Yagai. Miała nocować u przyjaciółki, Julie, chciały zrobić sobie trwałą. Co dziwniejsze, Susan też nie szła. Leishy wydało się, że przy pożegnaniu Susan i tatuś patrzą na siebie trochę dziwnie, ale była zbyt podniecona, żeby sobie tym zaprzątać głowę. Miała przecież wysłuchać wykładu samego Kenzo Yagai!
