Wystarczył zaledwie miesiąc, a wywietrzały jej z głowy wszystkie górnolotne rozmyślania.

Program studiów był nieprawdopodobnie przeładowany, nawet jak dla niej. W szkole Sauleya zachęcano ją do samodzielnych badań i według własnego tempa. Harvard wiedział doskonale, czego od niej oczekuje, i to on dyktował tempo. Przez ostatnie dwadzieścia lat, pod przewodnictwem mężczyzny, który w młodości z najwyższym niesmakiem obserwował rosnącą dominację Japonii, Harvard stał się dość kontrowersyjnym liderem powrotu do rygorystycznego studiowania faktów, teorii i ich zastosowań, stawiał na zdolność rozwiązywania problemów i efektywność intelektualną. Szkoła przyjmowała jednego na dwustu kandydatów, którzy zjeżdżali się tu z całego świata. Nawet córka brytyjskiego premiera została odesłana do domu, kiedy nie zaliczyła pierwszego roku.

Leisha zajmowała jednoosobowy pokój w nowym akademiku. Zrezygnowała z wynajmowania mieszkania, ponieważ tyle lat spędziła w izolacji i odczuwała teraz głód nowych znajomości. Pokój musiał być jednak jednoosobowy, żeby nikomu nie przeszkadzała, kiedy będzie pracować w nocy. Drugiego dnia pobytu jakiś chłopak z tego samego piętra wszedł od niechcenia do jej pokoju i przysiadł na krawędzi biurka.

— To ty jesteś Leisha Camden?

— Tak.

— Masz szesnaście lat?

— Prawie siedemnaście.

— I, jak mniemam, zamierzasz bez najmniejszego wysiłku wszystkich tu prześcignąć.

Uśmiech Leishy rozpłynął się bez śladu. Chłopak gapił się na nią spod nastroszonych brwi. Uśmiechał się, lecz spojrzenie miał ostre jak brzytwa. Od Richarda, Tony’ego i reszty Leisha nauczyła się już, jak rozpoznawać złość skrytą pod maską pogardy.



44 из 429