
— Rzeczywiście — potwierdziła. — Taki właśnie mam zamiar.
— Taka jesteś pewna? Z tą fryzurką małej dziewczynki i zmutowanym móżdżkiem ślicznotki?
— Dajże jej spokój, Hannaway — wtrącił się czyjś głos. Wysoki, jasnowłosy chłopiec, tak chudy, że jego żebra przeświecały przez skórę i wyglądały jak brązowe zmarszczki na piasku, stał w progu w samych dżinsach i boso, wycierając ręcznikiem mokre włosy. — Nigdy ci się nie znudzi robić z siebie kompletnego dupka?
— A tobie? — odciął się Hannaway. Podniósł się ciężko z biurka i ruszył w kierunku drzwi. Blondynek odsunął się na bok, natomiast Leisha zastąpiła mu drogę.
— Będę sobie radzić lepiej od ciebie — powiedziała spokojnie — ponieważ mam wiele zalet, których brak tobie. Nie wyłączając bezsenności. Ale kiedy cię już prześcignę, chętnie pomogę ci w nauce, żebyś i ty mógł zdać egzaminy.
Blondynek, który wycierał teraz uszy, roześmiał się głośno. Hannaway stał nieruchomo, a w jego oczach pojawiło się coś takiego, że Leisha wolała się cofnąć. Tamten przepchnął się obok niej i wypadł jak burza na korytarz.
— Całkiem nieźle, Camden — pochwalił blondynek. — Należało mu się.
— Ale ja mówiłam poważnie — odrzekła Leisha. — Pomogę mu w nauce.
— Coś podobnego! — Blondynek opuścił ręcznik i wlepił w nią oczy. — Mówiłaś poważnie!?
— Oczywiście. Dlaczego nikt mi nigdy nie wierzy?
— No cóż — powiedział chłopak — ja ci wierzę. Możesz pomóc mnie, jeśli będę miał problemy. — Nagle uśmiechnął się. — Ale raczej nie będę miał problemów.
— Dlaczego?
— Bo nie jestem wcale gorszy od ciebie, Leisho Camden. Dziewczyna przyjrzała mu się uważnie.
— Nie jesteś jednym z nas. Nie jesteś Bezsennym.
— Wcale nie muszę. Wiem, co potrafię. Istnieć, pracować, tworzyć, sprzedawać.
— Jesteś jagaistą! — wykrzyknęła zachwycona.
