
— Tony? Tu Leisha.
— Odpowiedź brzmi: tak, tak, nie i idź do diabła.
Leisha zgrzytnęła zębami.
— Ślicznie. A teraz powiedz mi, jak brzmią pytania.
— Czy ty naprawdę chcesz, żeby Bezsenni wycofali się w obręb własnego, samowystarczalnego społeczeństwa? Czy Jennifer Sharifi zechce finansować projekt budowy małego miasta? Czy nie sądzisz, że to swego rodzaju oszukaństwo, jeśli porównać je z tym, co można osiągnąć wpasowując się w społeczeństwo? A co sądzisz na temat antynomii między życiem w izolowanym, uzbrojonym mieście i jednoczesnym prowadzeniem handlu ze światem zewnętrznym?
— Ja nigdy nie kazałabym ci iść do diabła.
— To pięknie z twojej strony — rzucił. Po chwili dodał: — Przepraszam. Zaczynam mówić jak jeden z tamtych.
— To nie wyjdzie nam na dobre, Tony.
— Dzięki, że nie powiedziałaś, że i tak nie podołam. Przez chwilę zastanawiała się, czy rzeczywiście podoła.
— My nie stanowimy odrębnego gatunku, Tony.
— Powiedz to Śpiącym.
— Przesadzasz. Oczywiście jest kilku zawistników. Ci są zawsze i wszędzie. Ale żeby tak się poddać…
— Nie poddajemy się. Owoce naszej pracy staną się przedmiotem wolnego handlu: komputery, oprogramowanie, powieści, informacje, teorie, doradztwo prawne. Nikt nam nie zabrania podróżować. Ale będziemy mieli bezpieczne miejsce, do którego można wrócić. Gdzie nie będzie pijawek, które twierdzą, że powinniśmy oddawać im własną krew tylko dlatego, że jesteśmy od nich lepsi.
— Tu nie chodzi o to, co powinniśmy.
— Naprawdę? — rzucił Tony. — Wyjaśnijmy to sobie, Leisho. Jesteś jagaistką. W co wierzysz?
