Leisha nie odpowiedziała.

— Może mi powiesz, że ludzie tak nie postępują, Leisho? Że takie historie się nie zdarzają?

— Zdarzają się — odrzekła spokojnie Leisha. — Ale nie tak znowu często.

— Gówno prawda. Poczytaj trochę historii. Poczytaj trochę gazet. Ale moje pytanie brzmi: co właściwie jesteś winna tym żebrakom? Co ma zrobić prawdziwy jagaista — ten, który wierzy we wzajemnie korzystną wymianę — co ma zrobić z tymi, którzy nie mają nic do zaoferowania i potrafią tylko brać?

— Ty nie jesteś…

— Co ma zrobić, Leisho? Tak obiektywnie, jak tylko potrafisz, określ, co jesteśmy winni zachłannym i bezproduktywnym potrzebującym?

— To, co powiedziałam przedtem: dobroć i współczucie.

— Nawet wtedy, kiedy nic nie dadzą nam w zamian? Dlaczego?

— Bo… — przerwała.

— Dlaczego? Dlaczego praworządna, produktywna jednostka ma być cokolwiek winna tym, którzy ani nie produkują, ani nie przestrzegają praw? Jak umotywujesz — filozoficznie, ekonomicznie bądź też duchowo — to, że jesteśmy im cokolwiek winni? Odpowiedz tak samo uczciwie jak zawsze.

Leisha oparła głowę na kolanach. Pytanie otwarło się przed nią jak przepaść, ale nie próbowała uciec od niego tanim frazesem.

— Nie wiem. Wiem tylko, że jesteśmy im to winni.

— Ale dlaczego?

Nie odpowiedziała. Po chwili Tony znów się odezwał. Ton wyzwania zniknął już z jego głosu.

— Przyjedź na wiosnę zobaczyć miejsce, gdzie będzie Azyl — powiedział nieomal czule.

— Nie.

— Zależy mi, żebyś przyjechała.

— Nie, zbrojny odwrót to żaden sposób.

— Żebracy stają się coraz agresywniejsi, Leisho. W miarę jak Bezsenni stają się coraz bogatsi. I nie mam tu na myśli pieniędzy.

— Tony… — zaczęła Leisha, ale urwała. Zupełnie nie wiedziała, co mówić.



59 из 429