– Wygrał i przegrał setki tysięcy – poinformował Jon. – Zgadza się występować, tylko kiedy jest spłukany do suchej nitki.

– Bardzo rozsądnie pochwaliłem.

– A propos wtrącił Jon – rozmawiałem z producentem Haroldem Pheasantem. Zainteresował się scenariuszem. Gotów zainwestować w film.

– Harold Pheasant! ucieszyła się Sara. – Słyszałam o nim. Jeden z najpoważniejszych producentów w branży.

– Zgadza się – potwierdził Jon.

– Przecież nie napisałem jeszcze żadnego scenariusza zaoponowałem.

– Nieważne. Pheasant wie, że piszesz. Jest zdecydowany.

– To chyba niezbyt uczciwe.

– Zawsze działa w ten sposób i zawsze wychodzi na swoje.

Jon poszedł po butelkę.

– Może jednak powinieneś napisać jakiś scenariusz – podsunęła Sara.

– Przypomnij sobie tylko, jak pisanie scenariusza posłużyło F. Scottowi Fitzgeraldowi.

– Nie jesteś Fitzgeraldem.

– Nie, bo on przestał pić. To go zabiło.

François dalej sterczał przy miniaturowej ruletce. Jon wrócił z butelką.

– Jeszcze po jednym i będziemy musieli lecieć.

– O.K.

– François, zabierzesz się z nami? – spytał Jon.

– Bardzo żałuję, ale mam jeszcze pewien problem do przestudiowania.

3

Sala projekcyjna okazała się bardzo przyjemnym miejscem. Z jednej strony wychodziła na spory barek, w którym królował barman. W samej sali królował operator. Danny Server się nie pokazał.

Przy barze siedziało z 7, 8 osób. Przerzuciłem się na wódkę 7's. Sara piła coś fioletowego czy też zielonego, a może zielono – fioletowego. Jon wyszedł zakładać taśmę z operatorem.

Przy końcu baru siedział jakiś gość; gapił się na mnie bez ustanku.

W końcu popatrzyłem na niego.

– Dobra, czym się zajmujesz? – spytałem.

Chwilę pomilczał, napił się i znowu wpatrzył się we mnie.

– Cholernie wstydzę się przyznać, ale… robię filmy.



6 из 191