
— Wywołaj go, Jack — polecił. — Niech się zidentyfikuje i powie, co zamierza.
— Jasne, skipper. — Oficer łącznościowy włączył nadawanie i powiedział głośno i wyraźnie: — Nieznana jednostka, tu statek handlowy Bonaventure należący do Gwiezdnego Królestwa Manticore, proszę podać swoją tożsamość i zamiary.
Przez czterdzieści sekund wszyscy czekali w ciszy. W końcu oficer łącznościowy wzruszył ramionami i powiedział:
— Nie odpowiada, panie kapitanie.
— Tego się spodziewałem. — Sukowski westchnął i przestał przyglądać się planecie, do której prawie dotarli. — No dobrze… wiecie, co macie robić. Genda, przełącz maszynownie na moje stanowisko, zanim opuścisz statek. Chris, jesteś odpowiedzialna za ewakuację: sprawdź przed odcumowaniem, czy masz naprawdę wszystkich na pokładzie.
— Ale, skip… — zaczęła Hurlman i urwała, widząc, iż Sukowski zdecydowanie kręci głową.
— Uzgodniliśmy dawno temu zasady postępowania w takim wypadku i nie uległy one zmianie — oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem. — A teraz wynoście się stąd, zanim znajdziemy się w zasięgu jego rakiet!
Chris zawahała się, targana sprzecznymi uczuciami — z Sukowskim służyła ponad osiem lat standardowych, czyli prawie czwartą część swego życia, a Bonaventure był jej jedynym prawdziwym domem przez te wszystkie lata, toteż zostawienie jego i kapitana nie było dla niej łatwe. Sukowski spojrzał na nią wściekle.
— Jesteś teraz odpowiedzialna za załogę, więc bierz się, do cholery, do roboty! — warknął.
Przestała się wahać — kiwnęła mu głową na pożegnanie i ruszyła ku windzie, wydając równocześnie rozkazy dziwnie chrapliwym głosem:
— Słyszeliście kapitana, więc ruszcie dupy, do diabła!
Sukowski obserwował ewakuację obsady mostka, a gdy za ostatnim jej członkiem zamknęły się drzwi windy, skoncentrował się na swojej konsoli dowodzenia. Porucznik Kuriko zgodnie z rozkazem przełączyła na nią kierowanie maszynownią.
