Sukowski otworzył usta i zamknął je, nie wydając żadnego dźwięku — coś go ścisnęło za serce, ale zrozumiał powód tego złośliwego uśmieszku. Nie mógł jej zmusić, by odleciała, bo rzeczywiście walczyła lepiej i potrafiła być znacznie wredniejsza od niego, a sama nie zrobi tego w żadnym wypadku… Jakaś jego część była jej wdzięczna, desperacką wdzięcznością za to, że nie będzie musiał samotnie czekać i stawić czoła temu, co miało nastąpić. Była to samolubna część i nienawidził jej, ale nic na to nie mógł poradzić. Podobnie jak na to, że Chris została i że nie odleci bez niego, a on nie mógł tak po prostu odwrócić się i odejść od tego, co przez całe dorosłe życie było jego obowiązkiem.

— No dobrze, niech to szlag trafi! — wymamrotał w końcu. — Jesteś buntowniczką i idiotką i jeśli wyjdziemy z tego żywi, dopilnuję, żebyś nie dostała żadnego przydziału na żaden statek Hauptmana. Ale nie widzę sposobu, by cię zmusić do słuchania poleceń, skoro uparłaś się ignorować rozkazy swego kapitana.

— Oto głos rozsądku! — ucieszyła się prawie autentycznie.

Jeszcze przez chwilę przyglądała się ekranowi komputera, potem wstała i podeszła do przymocowanego do ściany ekspresu do kawy. Nalała sobie kubek, wrzuciła weń dwie kostki cukru i spojrzała na Sukowskiego pytająco.

— Kawy, skipper? — spytała łagodnie.

ROZDZIAŁ I

— Pan Hauptman, sir — zameldował adiutant, otwierając drzwi.

Sir Thomas Caparelli, Pierwszy Lord Przestrzeni Królewskiej Marynarki, wstał, dokładając starań, by uśmiechnąć się na powitanie gościa. Podejrzewał, że efekt nie wypadł przekonująco, ale obaj wiedzieli, że Klaus Hauptman nie należał do jego ulubieńców.

— Dziękuję, że zechciał się pan ze mną spotkać, sir. — Gość nie dodał „w końcu”, ale zawieszenie głosu było tak wymowne, że uśmiech gospodarza stał się do reszty sztuczny.



7 из 514