— Giordano Bruno został spalony nienadaremnie. Kosmos niewątpliwie jest zamieszkany nie tylko przez nas. Zagadnienie polega wyłącznie na gęstości rozmieszczenia istot rozumnych we wszechświecie. Według ocen różnych uczonych — pan Simonet poprawi mnie, jeśli się mylę — w jednej tylko naszej galaktyce może istnieć do miliona zamieszkanych układów słonecznych. Gdybym był matematykiem, proszę państwa, spróbowałbym obliczyć prawdopodobieństwo tego chociażby, czy nasza Ziemia może stanowić obiekt czyichkolwiek naukowych obserwacji…

Samego du Barastockre’a wypytywać, jakoś niezręcznie, myślałem. Zresztą zapewne i on sam dobrze nie wie. No skąd? Dziecię to dziecię… Uprzejmy właściciel z pewnością ma to gdzieś. Kaisa to idiotka. Zapytać Simoneta to znaczy narazić się na nową powódź upiornej wesołości… Zresztą o czym ja właściwie myślę? Co mnie to obchodzi? Może by zjeść jeszcze trochę pieczeni? Fakt, Kaisa jest głupia, ale gotować potrafi.

— …Zgodzicie się — szemrał du Barnstockre — że sama myśl o tym, że czyjeś oczy starannie i uważnie studiują naszą staruszkę Ziemię poprzez kosmiczny ocean, jest zdolna sama przez się zainteresować naszą wyobraźnię…

— Obliczyłem — powiedział Simonet. — Jeżeli oni umieją odróżniać układy zaludnione od niezaludnionych, będzie to jedność minus „e” do potęgi minus jeden.

— Naprawdę tak właśnie będzie? — przeraziła się pani Moses, nagradzając Simoneta zachwycającym uśmiechem.

Simonet zaśmiał się szczekliwie. Nawet podskoczył na krześle. Oczy mu zwilgotniały.

— A ile to wyniesie konkretnie? — zainteresował się du Barnstockre, przeczekawszy ową akustyczną lawinę.

— W przybliżeniu dwie trzecie — odpowiedział Simonet, wycierając oczy.



19 из 187