
Chciałem odpowiedzieć, że zajmę się tym z pewnością, ale w tym momencie dziecię uruchomiło pod samymi oknami swojego Bucefała. Szyby w jadalni zabrzęczały, co utrudniło rozmowę. Wszyscy teraz patrzyli w talerze, a du Barnstockre, przyciskając rozczapierzoną dłoń do serca, na prawo i lewo rozdzielał nieme przeprosiny. Następnie Bucefał wydał z siebie grzmot już zupełnie nie do wytrzymania, za oknami wzleciała w niebo śnieżna chmura, ryk szybko się oddalił i po chwili przemienił się w ledwie dosłyszalne buczenie.
— Zupełnie jak Niagara — zadźwięczał kryształowy głos pani Moses.
— Jak na poligonie rakietowym! — zaprzeczył Simonet. — Bestialska maszyna.
Kaisa na palcach podeszła do pana Mosesa i postawiła przed nim karafkę z ananasowym syropem. Moses popatrzył na karafkę i pociągnął łyk z kubka.
— Co pan myśli o tych kradzieżach, inspektorze? — zapytał.
— Myślę, że to żarty kogoś z obecnych.
— Dziwne stanowisko — z dezaprobatą powiedział Moses.
— Bynajmniej — zaprotestowałem. — Po pierwsze, we wszystkich tych działaniach nie widać innego celu poza mistyfikacją. Po drugie, pies zachowuje się tak, jakby w domu byli tylko swoi.
— O tak! — oznajmił właściciel głuchym głosem. — Oczywiście w domu są tylko swoi. Ale on był dla Lelle’a nie tylko „swoim” człowiekiem. On był dla niego bogiem, proszę państwa!
Moses wytrzeszczył oczy na właściciela.
— Jaki on? — zapytał srogo.
— On. Poległy.
— Niech pan mi nie zawraca głowy — powiedział Moses. — A jeżeli pan wie, kto tu się zabawia w taki sposób, to niech mu pan poradzi, poważnie poradzi! — żeby przestał. Pan mnie dobrze rozumie? — Potoczył po nas przekrwionym okiem. — Inaczej ja też zacznę żartować! — zaryczał.
Zapadło milczenie. Moim zdaniem wszyscy próbowali sobie wyobrazić, czym się to skończy, jeżeli Moses też zacznie żartować.
