
— Jesteś filozofem, Alec.
— Tak, zgadza się, Peter. Jestem filozofem i mechanikiem. Widziałeś moje perpetuum mobile?
— Nie. Czy ono pracuje?
— Czasami. Muszę je często zatrzymywać. Zbyt szybko zużywają się części… Kaisa! — wrzasnął nagle tak głośno, że aż się wzdrygnąłem. — Jeszcze jeden gorący portwein dla pana inspektora!
Zjawiła się Kaisa, bardzo zarumieniona i z lekka rozczochrana. Podała mi szklankę portweinu, dygnęła, zachichotała i zniknęła.
— Pulpecik — zamruczałem machinalnie. Bądź co bądź to już była trzecia szklanka. Alec zaśmiał się dobrodusznie.
— Nie sposób się jej oprzeć. Nawet pan du Barnstockre nie wytrzymał i uszczypnął ją wczoraj w podbródek. A to, co się dzieje z naszym fizykiem…
— Według mnie fizyk ma raczej ochotę na panią Moses.
— Pani Moses — w zamyśleniu powiedział właściciel. — A wiesz, Peter, mam dość poważne podstawy do przypuszczeń, że to nie pani i nie Moses…
Nie zaprzeczyłem. Też coś…
— Zauważyłeś już zapewne — mówił dalej Alec — że ona jest znacznie głupsza od Kaisy. A oprócz tego… — zniżył głos — według mnie Moses ją bije.
Wstrząsnąłem się.
— Jak to, bije?
— Moim zdaniem pejczem. Moses ma pejcz. Rodzaj dyscypliny. Jak tylko ją zobaczyłem, zadałem sobie pytanie, po co panu Mosesowi dyscyplina? Czy możesz mi na to odpowiedzieć?
— No wiesz, Alec — powiedziałem.
— Nie będę się upierał — mówił właściciel. — W żadnym wypadku nie będę się upierał. Ale w ogóle to o panu Mosesie ty pierwszy zacząłeś rozmowę, ja bym nigdy nie pozwolił sobie poruszyć takiego tematu. Ja mówiłem o naszym wielkim fizyku.
— Dobrze — zgodziłem się. — Porozmawiamy o wielkim fizyku.
— Przyjechał do mnie trzeci albo czwarty raz — powiedział Alec — i za każdym razem jest coraz bardziej wielki.
