
Helvis zdjęła z szyi klucz i otworzyła drzwi domku. W progu skoczył na nią Malrik, krzycząc: „Mama! Mama!”.
— Cześć, tato! — dodał, kiedy matka go podniosła i podrzuciła w górę.
— Cześć, chłopcze — powiedział Marek, biorąc go od Hełvis.
— Przywiozłeś mi głowę Yezda, tato? — zapytał Malrik, przypomniawszy sobie, o co prosił Skaurusa, zanim imperialna armia opuściła Khliat.
— Będziesz musiał poprosić o to Viridoviksa — odparł trybun.
Minucjusz wybuchnął śmiechem.
— Oto przyszły wojownik — powiedział.
Na dźwięk jego głosu z wnętrza domu dobiegł radosny okrzyk. Chwilę później zjawiła się Erene, krępa mała videssańska dziewczyna, która ledwo sięgała mu do ramienia. Rzuciła się na ukochanego, omal go nie przewracając.
— Spokojnie, kochanie, spokojnie! — powiedział Minucjusz, trzymając ją na długość ramienia. — Gdybym cię uściskał tak mocno, jak pragnę, wydusiłbym z ciebie dziecko. — Pogładził ją po policzku dłonią stwardniałą od miecza.
— Wszystko w porządku? — spytała Erene niespokojnie. — Nie jesteś ranny?
— Nawet nie mam zadrapania. Tyle się wydarzyło…
Marek zakaszlał sucho.
— Obawiam się, że to będzie musiało zaczekać. Erene, spakuj najpotrzebniejsze rzeczy i zawołaj dziewczynki. Chcemy wyruszyć z miasta przed zachodem słońca.
Minucjusz spojrzał na niego z naganą, ale był zbyt zdyscyplinowanym żołnierzem, by się sprzeczać. Spodziewał się protestów ze strony Erene, ale ona powiedziała:
— Jestem gotowa od dwóch dni. On… — ścisnęła Minucjusza za ramię — potrafi podróżować bez zbędnych bagaży i nauczył mnie tego.
— A ja — odezwała się Helvis, kiedy Skaurus spojrzał na nią — jestem z tobą dość długo, by wiedzieć, że masz fioła na tym punkcie. Chcesz, by twoi ludzie wszystko taszczyli na plecach. Nigdy nie zrozumiem, co masz przeciwko wozom i jucznym koniom.
