
Namdalajczycy walczyli na koniach i byli z nimi bardziej obeznani niż rzymska piechota.
— Im bardziej niezależna jest armia, tym lepiej. Yezda są tego najlepszym przykładem. Teraz jednak mamy ze sobą tyłu cywilów, że przydałyby się wozy i zwierzęta. Myślisz, że znajdziemy jakieś w Khliat?
Erene potrząsnęła głową, a Helvis wyjaśniła:
— Jeszcze wczoraj tak, ale ostatniej nocy Utprand przyprowadził regiment i wyczyścił wszystkie stajnie. O świcie skierował się na południe.
Najprawdopodobniej namdalajski kapitan prowadził wojsko do Phanaskertu, by dołączyć do ziomków, którzy stanowili garnizon tego miasta. Z jego punktu widzenia było to logiczne posunięcie: umożliwiało połączenie wszystkich sił Duchy. Utpranda zapewne nie obchodziło — albo w ogóle tego nie zauważył — że usuwając się z drogi Yezda, zostawił Videssos na ich pastwę. Najemnicy myślą przede wszystkim o sobie. Podobnie jak ja — uświadomił sobie trybun.
Pogrążony w myślach, nie dosłyszał następnego pytania Helvis.
— Słucham?
— Powiedziałam, że zapewne pojedziemy w tym samym kierunku.
— Co? Nie, oczywiście, że nie.
W tej samej chwili przypomniał sobie, że jej brat Soteryk stacjonuje w Phanaskercie. Helvis zacisnęła wargi i groźnie zmrużyła oczy.
— Dlaczego? Z tego, co słyszałam, twój legion i ludzie Utpranda walczyli z Yezda do końca, nawet kiedy inni uciekli. — Zwykłą pogardę żywioną przez najemników wobec-narodów, które mieli bronić, pogłębiał fakt, że Videssańczycy i Namdalajczycy uważali się nawzajem za heretyków. — Phanaskert to potężne miasto, silniejsze niż Khliat. Za jego murami można śmiać się z nomadów.
Trybun stłumił westchnienie ulgi. Nie zamierzał iść do Phanaskertu, a Helvis nieświadomie dostarczyła mu świetnego militarnego uzasadnienia, by tego nie robić. Nie chciał też sprzeczać się z nią. Miała silną wolę, a w rozdrażnieniu potrafiła być gwałtowna. Tak czy inaczej, nie miał czasu na kłótnie.
