— Mury miasta są słabszą ochroną przeciwko nomadom, niż sądzisz. Wrogowie spalą okoliczne pola, wybiją wieśniaków i głodem zmuszą miasto do poddania. Przekonałaś się o tym w Imperium i w Vaspurakanie. Yezda, niech szczezną, równie dobrze sobie radzą z oblężeniem jak z walką na otwartym polu.

Helvis przygryzła wargi. Miała ochotę dalej się sprzeczać, ale zauważyła, że Skaurus już podjął decyzję.

— Dobrze — rzuciła wreszcie z krzywym uśmiechem. — Nie będę się spierać z tobą w wojskowych sprawach. Mam rację czy nie, nic mi z tego nie przyjdzie.

Marek był zadowolony, że na tym się skończyło. Nie powiedział całej prawdy. Nie miał ochoty utknąć w prowincjonalnym mieście, gdy w Videssos po śmierci Mavrikiosa szykowały się wielkie wydarzenia. Jak wszyscy dowódcy najemników był na swój sposób ambitny i zdawał sobie sprawę, że chaos można wykorzystać dla zdobycia chwały. Ponieważ jednak dowodził tylko garstką legionistów, musiał wiązać nadzieje z rządem imperialnym.

Nie zdradził się z tymi myślami. Żałował, że już nie jest jednym z młodszych oficerów Cezara, ze ściśle określonymi obowiązkami, że nie ma nikogo, kto by za niego podejmował decyzje. Wzruszył ramionami. Doktryna stoicka, którą studiował w Italii, nauczyła go cieszyć się z tego, co ma, i porzucić mrzonki. Było to dobre credo dla spokojnego człowieka.

— Ruszajmy więc, skoro jesteście gotowe — powiedział do Helvis i Erene.

— Pewnie jestem spalony na węgielek — poskarżył się Viridoviks.

W rzeczywistości nie był czarny, lecz czerwony jak niedopieczone mięso. Jasna celtycka skóra spiekła się na ostrym vaspurakańskim słońcu, lecz nie chciała zbrązowieć. Gorgidas aplikował mu różne śmierdzące maści. Schodziły razem z każdą nową warstwą łuszczącej się skóry.



17 из 360