Zdjąłem but.

Pod wkładką tkwiła złożona pięciodolarówka. Mama każe mi ją tam trzymać na wszelki wypadek. Wyjąłem banknot, włożyłem z powrotem but, rozmieniłem pieniądze i pojechałem autobusem do domu, powtarzając w myślach wszystko, co mógłbym powiedzieć panu Dimasowi, Rowenie, nawet Tedowi, i zastanawiając się, czy w ciągu dwunastu godzin poszczęści mi się na tyle, bym złapał chorobę tak zaraźliwą, że nie będę musiał wracać do szkoły do końca semestru.

Wiedziałem, że moje kłopoty nie skończą się z chwilą powrotu do domu. Ale przynajmniej nie będę się czuł zagubiony.

Jak się okazało, nie znałem nawet znaczenia tego słowa.

Rozdział 2

Całą drogę pokonałem w oszołomieniu. Po chwili jazdy przestałem wyglądać przez okno autobusu i wbiłem wzrok w tył siedzenia przede mną, bo ulice wyglądały jakoś dziwnie. Z początku nie dostrzegałem niczego szczególnego, co mógłbym wskazać; po prostu wszystko wydawało się trochę… nie takie jak trzeba. Na przykład kraciaste łuki McDonalda. Chciałbym wiedzieć, co w ten sposób promowali.

I samochody. Tato mówi, że kiedy był mały, on i jego kumple z łatwością potrafili odróżnić forda od chevroleta i od buicka. W dzisiejszych czasach wszystkie wyglądają tak samo, niezależnie od producenta. Lecz teraz miałem wrażenie, jakby ktoś zdecydował, że wszystkie samochody muszą zostać pomalowane w jaskrawe kolory – na pomarańczowo, trawiastozielono, słonecznikowo. Przez całą drogę nie zauważyłem ani jednego czarnego czy srebrnego wozu.

Obok nas przejechał radiowóz z włączoną syreną i kogutem… żółto-zielonym, nie niebiesko-czerwonym.

Potem wpatrywałem się już tylko w szarą, spękaną skórę siedzenia. W połowie drogi na moją ulicę zawładnęła mną obsesyjna obawa, że nie znajdę mojego domu, że na jego miejscu ujrzę tylko pustą działkę lub – i ta myśl była jeszcze gorsza – inny dom. Albo, że jeśli w środku zastanę ludzi, nie będą to moi rodzice, siostra i braciszek, tylko obcy. To już nie będzie mój dom.



9 из 155