— I zły Kismet, hę?

— Więc jak będzie? — zapytałem Grabera. — Zaprowadź mnie tam jak najszybciej, zachowując się wytwornie tak jak ty to potrafisz i prowadząc ze mną rozmowę, której nikt nie śmie przerwać. Dobrze? Ruszajmy.

Skinął energicznie głową.

— Przepraszam, drogie panie, zaraz wracam.

Ruszyliśmy przez pokój, omijając grupki ludzi. Wysoko nad głową żyrandole przesuwały się i obracały jak szlifowane satelity z lodu. Poszczególne dźwięki pieśni granej na telinstrze, zmyślnej harfie Eola, unosiły się w powietrzu; niczym okruchy kolorowego szklą. Ludzie bzykali i snuli się bez celu jak niektóre owady George?a Emmeta, a my unikaliśmy tych rojów, nie przystawając ani na chwilę i hałasując po swojemu. Nie wpadliśmy na żadną grupkę stłoczonych ludzi.

Noc była ciepła. Większość mężczyzn miała na sobie lekkie jak piórko, czarne mundury galowe, które zgodnie z przepisami Personel musi zakładać na takie okazje. Ci, którzy byli ubrani inaczej, nie należeli do Personelu.

Niewygodne pomimo swojej lekkości, Czarne Uniform — my są mocno ściągnięte po bokach, a przez to gładkiej z przodu, gdzie wysoko na lewej piersi widnieje zielono — 1” niebiesko-szaro-białe insygnium Ziemi o średnicy mniej więcej ośmiu centymetrów; poniżej każdy nosi symbol swojego departamentu, a za nim oznaczenie swego stopnia; po prawej stronie przypina się najwymyślniejsze bzdurne znaczki mające dodać godności — ich twórcą jest obdarzone bujną wyobraźnią Biuro Odznaczeń, Nagród, Insygniów, Symboli i Heraldyki (w skrócie BONISH — jego pierwszy dyrektor bardzo sobie ceni swoje stanowisko). Kołnierz takiego uniformu — przynajmniej mojego — po pierwszych dziesięciu minutach przywodzi na myśl ciasną obrożę.

Kobiety z Personelu także były ubrane w zgrabnie opinające ciało Czarne Uniformy z krótkimi spódniczkami, lecz znośnymi kołnierzami. Pozostałe nosiły, co im się podobało, zwykle stroje w jaskrawych lub pastelowych kolorach. Niektóre nie miary takiej swobody w wyborze kreacji, dzięki czemu można było nieco łatwiej odróżnić, która jest wolna, a która nie.



14 из 175