On: Tak. Przemyślałem wszystko i uważam, że tak będzie najlepiej.

Rozstaniemy się kulturalnie i pozostaniemy w przyjaźni.

Ona: (w pogawędce ze sobą zastanawia się i przyjmuje wariant drugi, gorszy)

On… rozstaniemy się i niech cię więcej nie widzę na oczy. Zapomnij, że w ogóle istniałem.

Ona: (Po namyśle przyjmuje wariant trzeci, jeszcze gorszy, żeby się uodpornić na wszystko)

On. Już dawno patrzeć na ciebie nie mogę! Wynoś się, odczep się, zejdź mi z oczu!

Znienawidziłem cię śmiertelnie! Niedobrze mi się robi, jak gębę otwierasz!

Ona: (W obliczu wielkich emocji doznaje pewnej ulgi. Eksplozja uczuć, obojętne jakich, jest bliska jej duszy)

Doskonale. Pójdę sobie. Gdzie mam się udać?

On: Gdzie ci się żywnie podoba. Nic mnie to nie obchodzi. Najlepiej do diabla.

Ona: Czy będziesz mi płacił alimenty?

On. Zwariowałaś?

Niby dlaczego miałbym płacić?

Młoda, zdrowa baba,

weź się do roboty!

Ona: (Ogłuszona nieco rozwojem sytuacji w pogawędce ze sobą, zaczyna się gwałtownie zastanawiać, co właściwie powinna zrobić i gdzie się podziać. Kiełkuje w niej bunt i popiskują czynniki racjonalne)

O nie! Do roboty mogę się wziąć, proszę bardzo, ale nigdzie nie idę! To ty się wyniesiesz! Najlepiej do tej baby, dla której mnie porzucasz, łajdaku!

On: (W pogawędce ze sobą nie sposób przewidzieć, co teraz zrobi i powie. Zapewne odruchowo zaprzeczy babie, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Kontynuacja pogawędki napotyka trudności)



11 из 98