
– nigdzie nie wychodzić, spędzić spokojny wieczór w domu
– zobaczyć się z interesującym mężczyzną.
No i tu się właśnie zaczyna… Dziedzina druga:
Z tego całego równouprawnienia mężczyźni zgłupieli również.

Przede wszystkim wykazują zdumiewający i gruntowny brak logiki.
W czasach, kiedy kobieta zajmowała się wyłącznie życiem prywatnym i nie zwaliła sobie na głowę dodatkowo pracy zawodowej i tego piekielnego zarabiania pieniędzy, a zatem kiedy miała nieco mniej obowiązków i obciążeń, cackali się z nią jak ze śmierdzącym jajkiem. Podnosili upuszczone chusteczki i wachlarze…
Chociaż nie, z chusteczkami i wachlarzami damy sobie spokój. Z reguły upuszczane bywały w celach podrywczych i liczne nieporozumienia i nieszczęścia wybuchały, jeśli do podnoszenia rzucał się osobnik niewłaściwy, bo właściwy, idiota kompletny, nie połapał się w sytuacji. Z życiem codziennym nie miały nic wspólnego.
…tylko ostatni gbur mógłby siedzieć, jeśli kobieta stała. Tylko ostatni cep bez wychowania nie niósłby jej ciężkiego przedmiotu, wydartego ze słabych rączek. Tylko ostatni łajdak, godzien potępienia wszechświatowego, obarczyłby ją jakimkolwiek załatwianiem spraw publicznych, w rodzaju wizyty w urzędzie, naprawy instalacji, lub też zgoła dopilnowania remontu całego domu, nie wspominając nawet o myciu powozu i obrządzaniu koni.

Obecnie natomiast, kiedy idiotycznie równouprawniona kobieta robi wszystko i oprócz tego jeszcze trochę, traktowana jest tak. że zgroza ogarnia. Może sobie stać do upojenia, podczas gdy mężczyzna, tępo i bezdusznie, siedzi na odwłoku jak ten pień. Może sobie dźwigać ciężary (osobiście, z pustej ciekawości i głębokiego rozgoryczenia, razem wymieszanych, zważyłam kiedyś przyniesione do domu zakupy. Ważyły szesnaście i pół kilograma), a mężczyzna okiem nie mrugnie…
