Ostatecznie, mamy wspólny język i rozumiemy chyba, co się do nas mówi?

Tu malutka dygresyjka.

Znane nam osobiście małżeństwo bez wspólnego języka (każde z małżonków dysponowało innym, a ten jeden, znany obydwojgu, mocno im kulał) przez wiele lat egzystowało w doskonałej zgodzie, ściśle połączone elementem wspominanym na początku niniejszego utworu, a mianowicie łóżkiem.

Oto przykład łóżka, decydującego bezwzględnie.

Jedziemy dalej, uparcie dając pierwszeństwo damom.

Nasz ukochany koszmarny bucefał: Zajmuje łazienkę na całe wieki, nie odpowiadając na pukanie i nie bacząc na potrzeby innych domowników.

Albo: Z upodobaniem, bez uprzedzenia, zaprasza i przyprowadza do domu swoich przyjaciół, z którymi żywo gawędzi na tematy całkowicie nam obce, przy czym musimy ich obsługiwać. Jeśli nie, obsłużą się sami, rujnując nam kuchnię.

Albo…

O, dosyć już tego bucefała, bo zaczyna nam nosem wychodzić1

I bardzo wyraźnie widzimy, że usiłuje nas przydeptać.

Coś z tym trzeba zrobić, bo inaczej nie wytrzymamy. Metoda pozornie najprostsza, już wcześniej wspomniana, polega na użyciu otworu gębowego, który służy nie tylko do wchłaniania pokarmów, ale także do wydawania dźwięków. Z bucefałem można spróbować łagodnej i rzeczowej rozmowy, najlepiej przy deserze, kiedy bucefał jest już najedzony, a coś dobrego jeszcze przed nim stoi.

Ewentualnie przy piwku albo łagodnym winku, o ile ceni sobie ten rodzaj napojów. Ewentualnie w łóżku, o ile nie zasypia już na sam widok poduszki.

Słowiczym głosem wyjaśnia się bucefałowi, jakich to niedogodności nam dostarcza, i proponuje się rozsądny kompromis, zarazem kusząc rozmaitymi dodatkowymi usługami, które, z góry wiemy, przyjdą nam bez trudu.

Bucefał powinien nas wysłuchać, zrozumieć i coś nam odpowiedzieć.



15 из 106