Drogo nie wypadnie. Co do przypraw, dobrze, niech im będzie, dodamy soli i octu. Też nie rujnujące.

Nasze promienne uśmiechy i ogólny urok musimy ograniczać, bo inaczej narażamy się na to, że goście bucefała zaczną przychodzić dla nas.

Jeśli nasze bucefałowate szczęście żałośnie i ze skruchą lub też z gniewnym naciskiem poprosi nas o uwzględnienie czynników dodatkowych, a to, na przykład: a. Nachalności jego szefa.

b. Konieczności utrzymywania dobrych stosunków z otoczeniem.

C. Gościnności, do wyrwania z niego chyba razem z sercem, a co najmniej ze wszystkimi zębami.

Bezwzględnej potrzeby kameralnego omówienia istotnych spraw życiowych, od typowania toto-lotka poczynając, a na skoku na bank kończąc.

I tym podobnych.

Po czym, ufnie i z głęboką wiarą w naszą gospodarność, spróbuje wydusić z nas coś normalnego do jedzenia, pozostaje nam tylko jedno. Mianowicie brutalnie zażądać na te cele PIENIĘDZY a I to tyle, żebyśmy mogły kupić wszystko gotowe, nie przysparzając sobie roboty, i żeby nam nie było żal, jeśli się to kupne zaśmiardnie. Dalej niech on się martwi.

Niepewnie i z lekkim zakłopotaniem autorka czuje się zmuszona wyznać, iż w jednym małżeństwie te metody zostały zastosowane dosyć dawno temu. Rezultaty w pierwszej chwili okazały się przerażające.

Mąż – bucefał ambitny i szczodry – sprężył się, dorobił trochę i dał forsę. Żona, jednostka pracująca zawodowo, na szczęście w godzinach unormowanych, uczciwie spełniła obietnicę.

Życie jednakże jest pełne niespodzianek i nie wszystko da się idealnie przewidzieć, kiedy zatem po raz trzeci zeschły się gorące kurczaki z rożna i skisła kupiona (za drogie pieniądze) sałatka z krewetek, kobieta nie wytrzymała. Widząc marnujące się tak drogie, a w dodatku apetyczne, produkty, zaczęła zapraszać znienacka, w trybie awaryjnym, rozmaite przyjaciółki i własnych znajomych. Rzecz jasna, złośliwość losu sprawiła, że zazębili się jedni z drugimi, dom zaczął przypominać przedsionek piekła w czasie morowej zarazy, wreszcie obydwoje już tego nie wytrzymali.



17 из 106