***

Nakazy były gotowe w ciągu godziny, ale przygotowania do aresztowania zajęły kolejne trzy. Najpierw detektywi w cywilnych ubraniach potwierdzili, że Barr jest w domu. Mieszkał w niczym niewyróżniającym się, wolno stojącym domku. Ani odpicowanym, ani zaniedbanym. Stara farba na sidingu, nowy asfalt na podjeździe. W domu paliły się światła i gtał telewizor, zapewne w salonie. Przez moment w jednym z okien widziano Barra. Wyglądało na to, że jest sam. Potem chyba poszedł spać. Zgasły światła i w domu zrobiło się cicho. Jeszcze przez chwilę trwały przygotowania. Do akcji weszli policyjni antyterroryści. Obejrzeli mapy terenu i za-plasowali akcję. Otoczyć po cichu, główne siły rozmieścić przy frontowych i tylnych drzwiach, a potem przypuścić jednoczesny atak od frontu i od tyłu. Emerson, w kuloodpornej kamizelce i pożyczonym hełmie, miał dokonać formalnego aresztowania. Towarzyszył mu zastępca prokuratora okręgowego, pilnujący przestrzegania przepisów. Nikt nie chciał dostarczyć obronie czegoś, czego mogłaby się później czepiać. Ambulans czekał w pogotowiu. Antyterrorystom towarzyszyli dwaj policjanci z sekcji K9, ze względu na sugerowaną przez kryminalistyków obecność psa w domu podejrzanego. Łącznie w akcji brało udział trzydzieści osiem osób i wszyscy byli zmęczeni. Większość miała służbę już od dziewiętnastu godzin. Całą zmianę i nadgodziny. Dawało się więc wyczuć nerwowe napięcie. Wszyscy wiedzieli, że przestępca


rzadko dysponuje tylko jedną sztuką broni. Jeśli ma jedną, zwykle znajduje się więcej. Może mieć broń automatyczną albo granaty lub bomby.


***

Jednak aresztowanie okazało się łatwizną. James Barr nawet się nie obudził. O trzeciej rano wyłamali drzwi jego domu i znaleźli go śpiącego w łóżku, samego.



24 из 347