
Jego pies był starym kundlem, który niechętnie się zbudził i przyczłapał z kuchni. Policjanci z sekcji K9 natychmiast złapali go i zabrali do swojej furgonetki. Emerson zdjął hełm i przecisnął się przez zgromadzony w maleńkiej sypialni tłum. Zobaczył opróżnioną w jednej czwartej butelkę jacka danielsa na nocnym stoliku, obok pomarańczowego słoiczka, również prawie pełnego. Pochylił się i spojrzał. Tabletki nasenne. Przepisane na receptę. Niedawno, niejakiej Rosemary Barr. Napis na etykiecie głosił: Rosemary Barr. Brać jedną w razie bezsenności.
– Kim jest Rosemary Barr? – zapytał wiceprokurator. -
Czy on jest żonaty?
Emerson rozejrzał się po pokoju.
– Nie wygląda na to.
– Próba samobójstwa? – spytał dowódca oddziału antyterrorystycznego.
Emerson pokręcił głową.
– W takim wypadku połknąłby wszystkie. I wypił całą butelkę jacka danielsa. Domyślam się, że pan Barr po prostu miał dziś problemy z zaśnięciem. Po bardzo pracowitym i owocnym dniu.
Powietrze w sypialni było nieświeże. Czuć w nim było odór brudnej pościeli i niemytego ciała.
– Musimy uważać – powiedział wiceprokurator. – Facet jest półprzytomny. Jego adwokat będzie twierdził, że nie był w stanie zrozumieć odczytywanych mu praw. Dlatego nie możemy pozwolić mu gadać. A jeśli coś powie, nie możemy słuchać.
Emerson wezwał sanitariuszy. Kazał im sprawdzić, czy Barr naprawdę jest nieprzytomny, czy nie udaje, a także czy im tu nie umrze. Krzątali się przy nim przez kilka minut, słuchając bicia serca, sprawdzając puls, czytając napis na opakowaniu z tabletkami. Potem oznajmili, że jest cały i zdrowy, tylko mocno śpi.
