– Psychopata – orzekł dowódca oddziału antyterrorystycznego. – Żadnych wyrzutów sumienia.

– Czy mamy pewność, że to właściwy facet? – zapytał wiceprokurator.

Emerson znalazł wiszące na poręczy krzesła spodnie i sprawdził kieszenie. Znalazł niewielki portfel. W nim prawo jazdy. Nazwisko się zgadzało, adres również. I fotografia.

– To nasz człowiek – powiedział.

– Nie możemy pozwolić mu mówić – powtórzył wiceprokurator. – Musimy rozgrywać to ostrożnie.

– Mimo wszystko odczytam mu jego prawa – rzekł Emerson. – Zapamiętajcie to, ludzie.

Chwycił Barra za ramię i potrząsnął nim. Śpiący spojrzał na niego półotwartymi oczami. Emerson wyrecytował mu formułkę Mirandy. Prawo do zachowania milczenia, prawo do adwokata. Barr próbował się skupić, ale nie zdołał. Znów zasnął.

– W porządku, zabierzcie go – polecił Emerson.

Dwaj policjanci owinęli go kocem i wynieśli z domu do radiowozu. Jeden sanitariusz i wiceprokurator pojechali razem z nim. Emerson został w domu i zaczął poszukiwania. W szafie w sypialni znalazł parę niebieskich dżinsów z otarciami na


kolanach. Buty z kauczukowymi podeszwami były równo ustawione na podłodze pod spodniami. Były zakurzone. Prochowiec wisiał w szafie w przedpokoju. Beżowy dodge cara-van stał w garażu. Karabin z podrapanym łożem był w piwnicy -jeden z kilku umieszczonych w stojaku przyśrubowanym do ściany. Na półce pod nim było pięć pistoletów kalibru dziewięć milimetrów. Oraz pudełka z amunicją, w tym w połowie puste opakowanie Lake City M852 – stu sześćdziesięciu ośmiugranowych pocisków typu BT z wklęsłymi czubkami kalibru.308. Obok pudełek stały szklane słoiki z łuskami. Gotowe do recyklingu, pomyślał Emerson. Przygotowane do ręcznego napełniania. Słoik stojący najbliżej przedniej krawędzi półki zawierał tylko pięć łusek. Mosiądz Lake City. Pokrywka była zdjęta, jakby te pięć ostatnich łusek wrzucono do niego niedawno i w pośpiechu. Emerson pochylił się i powąchał. Powietrze w słoiku miało zapach prochu. Zimny i stary, ale nie bardzo.



26 из 347