
RÓŻOWY OBŁOK
Nie pamiętam, jak długo to trwało. Wreszcie on przemówił pierwszy:
– Nic nie rozumiem.
– Ja także.
– Człowiek nie może się przecież rozdwoić.
– I mnie się tak wydawało.
Zamyślił się.
– A może jednak Królowa Śniegów istnieje?
– Powtarzasz się – powiedziałem. – Ja o tym pomyślałem już wcześniej. A nauka to tylko bzdury i próby uspokojenia samego siebie.
Roześmiał się, zmieszany, jak gdyby przywołał go do porządku starszy towarzysz. Rzeczywiście byłem starszy od niego. I natychmiast skorygowałem nasze wzajemne stosunki.
– No, dość tych żartów. To jakieś psychofizyczne złudzenie. Nie mogę się jeszcze zorientować, jakie mianowicie. Ale złudzenie. Wiesz co? Chodźmy do kabiny Ziernowa.
Zrozumiał mnie w pół słowa – był przecież moim odbiciem. Jednocześnie obaj pomyśleliśmy o tym samym – czy mikroskop wyszedł cało z awarii? Okazało się, że ocalał, stał na swoim miejscu w szafce. Nie potłukły się także szkiełka do preparatów. Mój sobowtór wyjął je niezwłocznie z pudełeczka. Porównaliśmy nasze dłonie – nawet odciski i zadry skóry mieliśmy identyczne.
– Zaraz sprawdzimy – powiedziałem.
Każdy z nas nakłuł sobie palec, rozmazał krew na szkiełku i porównaliśmy oba preparaty pod mikroskopem. Krew również obaj mieliśmy identyczną.
– Ten sam materiał – uśmiechnął się – moja kopio.
– To ty jesteś kopią.
– O nie, ty.
– Poczekaj – powstrzymałem go – a kto cię zaprosił do wzięcia udziału w wyprawie?
– Ziernow. A któż by?
– A po co?
– Wypytujesz mnie, żeby potem powiedzieć to samo?
– Po co? Sam ci mogę podpowiedzieć. Chodziło o różowe obłoki, prawda?
Zmrużył oczy coś sobie przypominając i zapytał chytrze:
– A do jakiej szkoły chodziłeś?
– Skończyłem instytut.
– Ale ja pytam o szkołę. O numer szkoły. Czyżbyś zapomniał?
– To ty zapomniałeś. Ja chodziłem do siedemset dziewiątej.
