– A gdzie jest aparat?

– Powinien być tutaj. Jeśli nie, pewnie Graciela go ma.

Kliknął na strzałkę w lewo nad zdjęciem. Zaraz pojawiło się następne, ta sama para i ta sama ryba. Klikał dalej, w końcu doszedł do nowego klienta i jego trofeum, mniej więcej piętnastocalowego różowawobiałego stworzenia.

– Bass – powiedział Lockridge. – Ładna ryba.

I dalej klikał, pokazując mi paradę wędkarzy i ich zdobyczy. Wszyscy wyglądali na zadowolonych, a niektórzy nawet jakby trochę wypili. Lockridge umiał nazwać wszystkie ryby, ale klientów już nie. Na jednych mówił „dobry napiwek”, na innych „kiepski napiwek”, i tyle.

Wreszcie dotarł do faceta, który z pełnym zachwytu uśmiechem unosił bassa. I zaklął.

– Co się stało? – zapytałem.

– Ten kutas zapieprzył mój fish box.

– Jaki box?

– GPS. To on go ukradł.

7

Backus trzymał się przynajmniej trzydzieści jardów za nią. Wiedział, że nawet na zatłoczonym chicagowskim lotnisku będzie zachowywać „czujność: sześć”, jak to nazywali, kiedy jeszcze służył w FBI. Będzie oglądać się do tyłu – na sześć, czyli szóstą godzinę – i cały czas sprawdzać, czy ktoś jej depcze po piętach. Już i tak sporo się musiał nakombinować. Samolot z Dakoty Południowej był mały, mieścił mniej niż czterdziestu pasażerów. Ponieważ miejsca przydzielano przypadkowo, siedział zaledwie dwa rzędy od niej. Tak blisko, że mógł poczuć jej zapach -własny zapach, pod perfumami i makijażem. Ten, na który reagują psy.

Przebywanie tak blisko, a zarazem tak daleko było oszałamiające. Przez cały czas kusiło go, by odwrócić się i spojrzeć na nią, może zerknąć między fotelami na jej twarz, zobaczyć, co robi. Ale nie odważył się. Musiał działać powoli. Wiedział, że szczęście sprzyja tym, którzy starannie planują, a potem czekają. Na tym polega cały sekret. Ciemność czeka. Wszystko lgnie do ciemności.

Szedł za nią przez pół hali American Airlines, aż usiadła przy bramce K9.



32 из 285