– A co to takiego? – zapytał.

– Odbicie fotografa.

– Znaczy, że to nie był Terry?

– Nie. Nie wydaje mi się. Raczej ktoś inny zrobił zdjęcia jego rodzinie i mu wysłał. Coś chciał w ten sposób przekazać. Terry nie wspominał o tym?

– Nie.

Postanowiłem spróbować, czy Buddy'emu coś się wymknie.

– Kiedy pierwszy raz zobaczyłeś to zdjęcie?

– Nie wiem. Pewnie… w sumie to teraz pierwszy raz je zobaczyłem.

– Buddy, nie łżyj. To może być ważne. Widzę, że pracujesz z tym sprzętem, jakbyś siedział przy nim od podstawówki. Wiem, że zaglądałeś do komputera, kiedy nie było Terry'ego. On przypuszczalnie też wiedział. Nie przeszkadzało mu to i mnie też nie przeszkadza. Tylko mi powiedz, kiedy widziałeś to zdjęcie.

Przez chwilę się namyślał.

– Mniej więcej miesiąc przed jego śmiercią. Ale jakbyś pytał tak naprawdę, kiedy Terry je zobaczył, to wystarczy tylko podejrzeć datę utworzenia pliku.

– Zrób to, Buddy.

Lockridge znów przejął klawiaturę i wszedł do historii plików ze zdjęciami. Po paru sekundach miał odpowiedź.

– Dwudziesty siódmy lutego – oznajmił. – To data utworzenia pliku.

– No dobrze – odparłem. – Zakładamy, że to nie Terry je zrobił. Skąd się wzięły na jego komputerze?

– Różnie to mogło być. Mógł je dostać w mailu i zapisać sobie. Ktoś mógł pożyczyć jego aparat i zrobić te zdjęcia. Potem Terry je tam znalazł i ściągnął do komputera. Ewentualnie ktoś po prostu mógł przysłać mu kartę pamięci do aparatu albo płytę CD ze zdjęciami. To pewnie byłoby najtrudniejsze do wyśledzenia.

– Terry mógł stąd odbierać maile?

– Nie, tylko z domu. Na łódce nie ma kabla. Powiedziałem mu, że powinien skombinować sobie taki komórkowy modem i łączyć się bezprzewodowo, tak jak w tej reklamie, gdzie gość siedzi przy biurku pośrodku pola. Ale nigdy się na to nie zdecydował.

Drukarka wypluła zdjęcie. Chwyciłem je przed Buddym. Ale potem położyłem na blacie, żebyśmy obaj je zobaczyli. Odbicie było rozmyte i niewyraźne, ale i tak lepsze niż na ekranie. Widziałem teraz, że fotograf trzyma aparat przed twarzą, całkiem ją zasłaniając. Lecz zaraz rozpoznałem nakładające się litery L i A – logo Los Angeles Dodgers. Fotograf miał na głowie bejsbolówkę.



44 из 285