
— To Biały Koń — poinformowała swą towarzyszkę.
— Dlaczego tak to nazwano? — zapytała panna Tyk. Akwila popatrzyła na nią.
— Ponieważ kreda jest biała? — podsunęła, nie chcąc, by zabrzmiało to tak, jakby panna Tyk była nieco tępa.
— Nie, nie o to pytałam. Dlaczego koń? Nie przypomina konia. To po prostu… płynne linie…
…które wyglądają tak, jakby były w ruchu, pomyślała Akwila Ludzie powiadali, że zostały wycięte w murawie w dawnych czasach, przez tych samych ludzi, którzy budowali kamienne kręgi i chowali swych królów w wielkich ziemnych kopcach. Wycięli linie a na jednym końcu niewielkiej zielonej doliny, narysowali konia dziesięć razy większego od prawdziwego i jeśli patrzyło się bez dobrego nastawienia, kształt też nie był odpowiedni. A jednak nie było wątpliwości, że znali konie, posiadali konie, widywali je każdego dnia i na pewno nie byli głupi, choć żyli w tak odległych czasach.
Akwila zapytała kiedyś ojca o wygląd konia, kiedy przyjechali do doliny na jarmark z owcami, a on powiedział jej to, co babcia Dokuczliwa powiedziała także i jemu, kiedy był małym chłopcem. Przekazał jej słowo po słowie, co sam usłyszał, a Akwila to samo zrobiła teraz.
— Nie chodzi o to, jak koń wygląda, tylko o to, czym koń jest.
— Aha — potakiwała panna Tyk. A ponieważ była nie tylko wiedźmą, ale też nauczycielką, w związku z czym nie potrafiła się powstrzymać i dodała: — Oczywiście, choć jest to nieco zabawne, nie istnieje w powszechnie używanej nomenklaturze coś takiego jak biały koń. Mówi się o nich: siwki
— Tak, wiem — stwierdziła Akwila. — Ale ten jest biały — dodała zdecydowanie.
To na jakiś czas uspokoiło pannę Tyk, lecz coś nie dawało jej spokoju.
— Pewnie smutno ci opuszczać Kredę? — zapytała, jakby turkot wozu coś jej uprzytomnił.
— Nie — odpowiedziała Akwila.
