
— Masz rację, Hamiszu, powiedziałbym, że z czytaniem i pisaniem radzi sobie całkiem dobrze, ale nie wie za wiele o tym, czego nie ma w książkach. I ja nie mam zamiaru się pokazać w jej obecności. Z pewnością by zaraz wszystko spisała! Chodź, musimy opowiedzieć o tym wodzy!
* * *
Fik Mik Figle z Kredy nienawidziły pisania z wielu powodów, ale jeden był najważniejszy: to, co napisane, zostaje. Przyszpila słowa na wieki. Człowiek powie, co mu ślina na język przyniesie, a potem jakiś nieprzyjemny ciutgłupek spisze to i skąd wiadomo, co z tymi słowami zrobi? Może nawet przybić człowiekowi cień do ściany.
Ale teraz mieli przecież nową wodzę, a nowe wodze przynoszą nowe pomysły. Tak to właśnie zostało pomyślane. Dzięki temu klan nie staje się zbyt skostniały. Wodza Joanna pochodziła z klanu znad Długiego Jeziora, a tam pisano.
Nie rozumiała, czemu jej mąż nie mógłby tego robić także. I w ten sposób Rozbój bardzo szybko się przekonał, że Joanna jest prawdziwą wodzą.
Obficie się pocił.
Kiedyś w pojedynkę pokonał wilka. Teraz z radością zgodziłby się na powtórzenie tego eksperymentu, i to z zamkniętymi oczami i jedną ręką przywiązaną na plecach, byle tylko nie robić tego, czego wymagała od niego żona.
Dwa pierwsze etapy pisania, tak jak on to rozumiał, opanował do perfekcji.
1) Ukraść papier.
2) Ukraść ołówek.
Niestety, na tym się nie kończyło.
Właśnie w tej chwili zaciskał obie dłonie na końcówce ołówka, usiłując się wycofać, podczas gdy dwóch jego braci pchało go z całych sił w stronę kartki papieru przyszpilonej do ściany komnaty (był to stary rachunek za dzwonki owiec, zwędzony z farmy). Reszta klanu rozsiadła się na galeriach i przyglądała z przerażeniem pomieszanym z fascynacją.
— Może powinienem podejść do tego łagodniej — protestował, wbijając się butami w klepisko. — Może wystarczyłoby, gdybym zaczął od przecinka lub kropki.
