— Ty jesteś tu szefem, Rozboju, należy się więc, byś pierwszy zabrał się do pisania — oświadczyła Joanna. — Nie mogę mieć męża, który nie potrafi nawet się podpisać. Przecież ci pokazywałam, jak wyglądają litery.

— O tak, kobieto, ohydne, pokrętne i pogarbione! — jęczał Rozbój. — Takiemu Q nigdy bym nie zawierzył. Podstępna litera dźgająca żądłem, ot co!

— Trzymaj tylko ołówek nad papierem, a ja już ci powiem, jakie znaki masz stawiać. — Joanna wyciągnęła w jego kierunku ramię.

— Ale z pisania mogą wyniknąć nieliche kłopoty — bronił się Rozbój. — To, co człowiek napisze, potrafi zaprowadzić go na stryczek!

— No, dosyć już! Przecież to dziecinnie proste! — żachnęła się jego żona. — U wielkich dzieł już maluchy potrafią robić to, czego nie umie całkiem dorosły Figiel!

— To, co jest napisane, trwa nawet po śmierci człowieka! — Rozbój machał ołówkiem, jakby odganiał złe duchy. — Nie powiesz mi, że to w porządku.

— Ach, więc ty po prostu boisz się liter, prawda? — Joanna starannie wymawiała słowa. — Jeśli tak, dobrze, dam ci spokój. Wszyscy duzi mężczyźni to w rzeczywistości tchórze. Zabierz mu ołówek, Jasiu. Nie możemy prosić, by zmierzył się ze swymi lękami.

W kopcu zapanowała całkowita cisza, gdy Głupi Jaś wyjmował ołówek z rąk swego brata. Wszystkie oczy zwrócone były na Rozbója. Jego dłoń zaciskała się i otwierała nerwowo. Wpatrywał się w pustą kartkę, oddychając ciężko. Nagle wysunął brodę do przodu.

— Twarda z ciebie kobieta, Joanno Mik Figiel! — powiedział wreszcie. Klasnął w dłonie i wyrwał ołówek z rąk Głupiego Jasia. — Daj mi to narzędzie tortur! Litery nie poznają, kto w nie wymierzył.

— Oto mój dzielny chłopak! — wykrzyknęła jego żona, gdy Rozbój pochylił się nad papierem. — Zaczynajmy więc. Pierwsza litera to R. Ta, która wygląda niczym maszerujący grubas, pamiętasz?

Zebrane praludki obserwowały, jak Rozbój, solidnie postękując, z wystawionym językiem, ciągnął ołówek po zakrętach i liniach liter. Po ukończeniu każdej z nich spoglądał w oczekiwaniu na wodzę.



23 из 243