— Znakomicie — powiedziała wreszcie. — Pięknie!

Rozbój zrobił krok w tył i krytycznie przyjrzał się kartce papieru.

— To wszystko? — zapytał.

— Tak. Napisałeś swoje własne imię! Rozbój znowu popatrzył na litery.

— Czy teraz mnie wezmą do więzienia? — zapytał. Spoza Joanny doszło go grzeczne kaszlnięcie. Dźwięk ten wydał ropuch. Nie miał żadnego imienia, ponieważ ropuchy nie przepadają za imionami. Mimo wysiłków złowieszczych sił, które kazały ludziom myśleć inaczej, żadna ropucha nie została nazwana na przykład ropucha Roland. To się po prostu nie zdarza.

Ropuch był kiedyś prawnikiem (ludzkim, ropuchy się obywają bez prawników) i został przemieniony w ropucha przez dobrą wróżkę, która zamierzała zmienić go w żabę, ale trochę się jej pokręciło. Teraz mieszkał w kopcu Figli, pożywiając się glistami i pomagając praludkom w sprawach wymagających głębszego namysłu.

— Mówiłem już panu, że samo zapisanie pańskiego imienia nie stanowi żadnego problemu — oświadczył teraz. — Nie ma nic nielegalnego w słowie „rozbój”. Chyba że — tu ropuch roześmiał się sucho, jak to mają w zwyczaju prawnicy — oznaczałoby czyn.

Żaden z Figli się nie roześmiał. Lubili, gdy żarty są nieco, no, śmieszniejsze.

Rozbój wpatrywał się w swoje bardzo chybotliwe pisanie.

— To moje imię? — zapytał.

— Zdecydowanie tak, panie Rozboju.

— I nic złego się nie dzieje — zauważył Rozbój. Przyjrzał się bliżej literom. — A skąd wiadomo, że to jest moje imię?

— A, ta część nazywa się czytaniem — wyjaśniła Joanna.

— Czy wtedy litery tworzą dźwięki w twojej głowie? — dopytywał się Rozbój.

— To deser — odezwał się ropuch. — Ale uważamy, że wolałbyś zacząć od bardziej fizycznych aspektów procedury.



24 из 243