
Prawdę mówiąc, w klanie znad Długiego Jeziora tylko kilka Figli umiało biegle czytać i pisać. Uważano ich zresztą za odmieńców, dziwaków. Ostatecznie do czego ta umiejętność niby miała służyć, kiedy już się rano wstało z łóżka? Nie potrzeba znać liter, by mocować się z pstrągiem, zaatakować królika czy upić się. Wiatru nie da się przeczytać, a na wodzie pisać nie można.
Ale to, co zostało zapisane, trwało. W ten sposób słyszano głosy tych Figli, którzy dawno już zmarli, a byli za swego życia świadkami dziwnych wydarzeń lub poczynili niezwykłe odkrycia. Nową umiejętność nabywali ci, którzy się jej nie bali. Klanu Długiego Jeziora nie przejmowała grozą. A Joanna chciała dać swemu nowemu klanowi to co najlepsze.
Bycie młodą wodzą nie jest wcale łatwe. Zjawiasz się w nieznanej rodzinie, a towarzyszy ci tylko kilku braci, bierzesz ślub i w ten sposób masz nagle parę setek szwagrów. Gdyby się nad tym zacząć zastanawiać, można by stracić głowę. W czasach gdy mieszkała na wyspie na Długim Jeziorze, mogła przynajmniej porozmawiać z matką, ale wodza nigdy nie wraca do domu.
Wodza jest samotna, ma do towarzystwa tylko kilku braci-opiekunów.
Joanna tęskniła za domem, bała się przyszłości i dlatego mogła się pomylić…
— Rozboju!
Przez fałszywą króliczą dziurę, która stanowiła wejście do kopca, wpychali się Hamisz z Dużym Janem. Rozbój popatrzył na nich gniewnie. — Jesteśmy zajęci litera… kością — oświadczył.
— Oczywiście, Rozboju, ale pilnowaliśmy dużej ciutwiedźmy, żeby wyjechała bezpiecznie, tak jak powiedziałeś, i zobaczyliśmy, że podąża za nią współżycz! — wyrzucił z siebie Hamisz.
— Jesteś pewien? — Rozbój wypuścił ołówek z rąk. — Nigdy nie słyszałem, by któryś z nich się pojawił w tym świecie!
